Zamek zaskakuje i drzwi się nareszcie otwierają.
Zamazana twarz blondyna, a ja czuję się jak na karuzeli. Niemal nie mogę złapać równowagi, zupełnie jakby podłoga usuwała mi się spod nóg. Czemu by się temu uczuciu nie poddać i ...
Zachwiałem się niebezpiecznie i poczułem na sobie duże, o dziwo, ciepłe dłonie.
Słyszę słowa, ale ich znaczenie do mnie nie dociera,
Ciągle nie mogę złapać oddechu, a twarz blondyna jest tak pokracznie zniekształcona. Pewnie w innych okolicznościach mógłbym się z tego pośmiać. Gdybym się nie dusił, mógłbym się czuć tak, jak na haju.
Zostałem podniesiony i wszystko znowu zawirowało. Zamknąłem oczy, by pozbyć się mdłości. W końcu i tak nie miałem czym wymiotować, to chyba nie musiałem się tym aż tak przejmować. Ale zaciśnięte gardło i torsje to ... niezbyt ciekawe połączenie.
Dociskam twarz do jedynej nie poruszającej się rzeczy w moim otoczeniu. Równy oddech owiewa moje ucho, słyszę kojący szept.
Jak to się wszystko stało? Czemu mi pomaga? Nawet ojciec czegoś takiego by nie zrobił... Właśnie ojciec...
Niewiele dociera do mojego otumanionego umysłu, ale po kilku chwilach zrobiło mi się chłodniej. Rozluźniam się automatycznie. Już nie siedzę w swojej klatce.
Zostaję usadzony na wilgotnej powierzchni. Chowam głowę między kolanami, biorąc głębokie wdechy, jakbym nie mógł się nasycić powietrzem.
Wiatr, powietrze, po prostu życie. Wystarczy chwila, by je stracić. Przepuścić przez palce coś tak cennego. Nigdy nie będę samobójcą. Nigdy. Nie ważne jak się stoczę. Nie zrobię tego sobie. Nie odbiorę sobie przyjemności obserwowania świata. To jest dla mnie zbyt ważne.
Mimo, że klatka piersiowa mnie boli od tamtych dreszczy uśmiecham się pod nosem i tak nikt tego nie zobaczy.
- Spokojnie, nie zapomnij o oddychaniu.- Głos Sierry był przesiąknięty łagodnością i troską. Niestety zakłócał moją przestrzeń osobistą. Jego dłoń ciągle znajdowała się na mojej łopatce. Zacisnąłem wargi w cienką kreskę. Mimo wszystko jestem mu wdzięczny... Nie zostawił mnie.
Nie wiem jak, ale zorientował się, że nie odpowiada mi jego dotyk. Wstał i mnie obserwował. Nie odszedł.
Moje łydki lekko drżały. Nie kontrolowałem tego. Nie wiem dlaczego mnie to w jakiś sposób bawiło.
Boże. Dziękuję. Żyję.
Siedzę na trawie w ogrodzie. Przymykam oczy.
- Dużo gwiazd dzisiaj widać. - Nie powiem, że mnie to nie zdziwiło. Aż pofatygowałem się aby na niego spojrzeć.Oczywiście w moją stronę nie patrzył, zbyt zajęty wgapianiem w pustkę nocy. Odbiło mu? Sierra wziął głębszy oddech jakby się zaciągał powietrzem o zapachu świeżo skoszonej trawy.- Pełnia. - Dodał kolejne słowo, po którym stwierdziłem, że:
1 Tak, odbiło mu;
2 Uratował mnie psychol;
3 I za co mu niby płacą?
- Często przesiadujesz na zewnątrz, prawda?- Spytał mężczyzna, a po chwili nie widząc najmniejszej reakcji z mojej strony zaczął prowadzić monolog dalej.- Musisz bardzo lubić otwarte przestrzenie. Przesiadujesz w parku? - No ja oczywiście nie odpowiedziałem.- Z pewnością to miejsce dla ciebie. Możesz się zupełnie odizolować. Nic nie robić, nikim się nie przejmować. To twój świat i czujesz się w nim dobrze.
Jego piwne oczy wbiły się we mnie, a ja poczułem się nieswojo. Uciekłem wzrokiem gdzieś w bok. I na czym spoczął mój wzrok? Na małej figurce wielkości krasnala ogrodowego. A był tym posążkiem... Mały Chińczyk skulony na kamieniu. Jego twarz zakrywał zsunięty na czoło słomiany kapelusz. Ze wszystkich stron otaczały go karłowate krzewy, pnące się ku niebu między wyrwami w ułożonych obok siebie głazów. Firmament dla figurki stanowiły zamknięte na noc kwiaty magnolii. Na nakryciu głowy Chińczyka leżały zwiędłe płatki, które opadły z drzewa. Z resztą one były wszędzie.
Kwiaty nocą otaczają samotnego wędrowca i są dla niego jedynymi towarzyszami podróży. Odpoczywa skulony przed złem tego świata. Skulony tak, jak ja. Czy tak samo zabłądziliśmy? Czy tak samo przygniata nas ciężar świata? Nasze rzeczywistości są dla nas nieosiągalne.
Chciałbym nasunąć taki kapelusz na twarz. Zniknąć pod jego rondem. Schować się w rzucanym przez niego cieniu. Wycofać się na zawsze. I już nic by mnie nie obchodziło.
- Willow.- Sierra wypowiedział moje imię i usiadł obok mnie.- Wiesz, że jestem tu by ci pomóc? Jakbyś chciał ze mną porozmawiać to ja tu jestem. Możesz mi o wszystkim powiedzieć. Bo to, co się stanie między nami będzie naszą tajemnicą. Nikt się o tym nie dowie, a rodzice pod koniec naszych spotkań po prostu dowiedzą się, że już wszystko z tobą w porządku.- Zamilkł na dłuższą chwilę, a ja powoli przetrawiałem wypowiedziane przez niego zlepki liter. Aż w końcu stwierdziłem, że chrzanię to i niech gada zdrów.
Tak dla rozrywki przypatruję się soczyście zielonym źdźbłom trawy, Która godzina? 1? 2? 3?
Panika już znikła, ale wiem, że w każdej chwili może wybuchnąć ze zdwojoną siłą. Jest niebezpieczna. Boję się tych ataków. To nie pierwszy i ostatni raz.
- Wpuścisz mnie do swojego pokoju?- Pytanie zawisło w czystym powietrzu zatrutym spalinami.
Nie odpowiedziałem. Bo po co?
Mężczyzna siedział i przeszywał mnie wzrokiem. Zupełnie jakby przyglądał się mojej duszy. Niepokojące wrażenie.
Zacząłem się wpatrywać w swoje paznokcie u stóp, pomalowane na czarno. Czy to czasem nie kobiety malowały sobie włosów i całej reszty? To chyba takie niemęskie.
Przypatruję się czarnemu lakierowi jakby mógł odpowiedzieć mi na niezadane pytanie. I co ja niby sobą reprezentuję?
- Zauważyłem, że nie lubisz mówić. Dla ciebie lepsze jest obserwowanie innych zza bariery, którą sam wykreowałeś. Ale nie zdajesz sobie kompletnie sprawy z tego, że to cię niszczy. Nie walczysz ze swoimi problemami, dlatego dostajesz napadów paniki, strachu i apatii. Wiesz dlaczego to się dzieje? Dlatego, że tłumisz w sobie każde, nawet najmniejsze uczucie.- Blondyn mówił to wszystko z niezwykle poważną i profesjonalną miną. W dodatku zwracał się do mnie tak, jakbym był osobą godną zaufania, ale kto dziś kimś takim jest?
Z drugiej strony nasuwa mi się pytanie... Po czym on to wszystko wywnioskował? Przecież nic nie robię.
Panika...
Istnieją różne stopnie strachu. Zaczynając od tego znikomego, pierwszego, który można zaliczać do drażniącego przeczucia. Ten strach, jeśli można to w ogóle tak nazwać, tylko łamie naszą pewność bezpieczeństwa. Łagodnie, spokojnie, z wyczuciem. To taki instynkt samozachowawczy, który pomaga nam zauważyć coś dziwnego i zarazem niebezpiecznego.
Tylko instynkt.
Potem jest ten drugi, kolejny strach. Odczuwamy go w momentach, w których wiemy, że nie możemy już uciec przed niebezpieczeństwem. Nie możemy go ominąć. Ten strach też nie jest zły. Motywuje nas do działania. Dzięki niemu adrenalina zaczyna się produkować w naszych ciałach. Dzieje się tak dlatego, że mamy świadomość, iż jeśli przeciwności losu nie zniszczymy, ona zniszczy nas.
Adrenalina.
Następny strach, trzeci, jest tym najgorszym z możliwych. Nie pomaga, nie motywuje, nie zachęca nas do działania. Wręcz przeciwnie. On nas wbija w ziemię. Sprawia, że nie możesz się ruszać. Stoisz wtedy w miejscu i czekasz aż niebezpieczny osobnik się na ciebie rzuci, powali, skopie i zabije. Trójka oddziałuje na naszą psychikę i paraliżuje.
Niszczy.
Mówią, że pokonanie strachu to odwaga. Ale czy człowiek odważny w ogóle istnieje? Czy to tylko kolejny wymysł tego chorego społeczeństwa?
Nikt nie może się pochwalić tym, że pozbył się strachu. Bo nawet jeśliby to zrobił zaszczytu mu to nie przyniesie. Ci, co nie odczuwają strachu zaliczają się do osób wypaczonych. Są chorzy psychicznie.
Szaleńcza brawura.
Jak ktoś ma się bać, jeśli nigdy nie odczuwał bólu i nawet nie wie, że coś takiego istnieje?
Moja głowa znowu jest zapchana myślami. Czy to przez to jestem taki zamknięty w sobie? Myśli mogą wpływać na stan psychiczny? To, według mnie, nielogiczne. Gdy ktoś nie myśli jest chory. Istnieje cienka granica między szaleństwem, a normalnością. Trudno ją wyczuć, a łatwo przekroczyć.
Czy ja jestem osobą szaloną? A może dopiero będę?
- Zapamiętaj sobie tylko, że ja cię nie opuszczę. Mimo, że możesz myśleć, że kiedyś dam sobie spokój, pójdę, a ty będziesz mógł dalej tak żyć. Mylisz się.- Ten człowiek ciągle mnie obserwował, a jego słowa...
Wpatrzyłem się w niego obojętnie. Nie musi wiedzieć, że mnie to ruszyło. Nie musi. Nie powinien.
- Zależy mi na tym, byś zaczął normalnie funkcjonować. Nie zniknę od tak. Jedyne co sprawi, że cię zostawię w spokoju to koniec kłopotów z tobą. Im bardziej będziesz współpracować, tym szybciej dostaniesz ten swój święty spokój.
Teraz to wręcz mnie zatkało.
Niby zwykły człowiek, a gada jakby był wszechwiedzący.
Przeszył mnie dreszcz zupełnie nie związany z chłodem nocy.
Dla świętego spokoju mam go do siebie dopuścić?
---
---
Alfa: Co prawda na zdjęciu nie widnieje obraz ogrodu opiekunów Willowa, jednakże chwycił on nas za serca swym pięknem i pozytywizmem jakim promieniuje. Te otwarte pąki magnolii wyglądają niezwykle rozbrajająco w świetle słonecznym. W dodatku idealnie harmonizują się z otoczeniem, a kontrast, pomiędzy nimi, a niebem sprawia, że ma się ochotę uśmiechnąć, zapominając o trudach minionego dnia...
Drzewek: Shit. Zebrało ci się za opis martwej natury? *Robi skonsternowaną minę* Może nie powinienem cię dokarmiać na boku kostkami czekolady. *Drapie się zakłopotany po tyle głowy.* Przerażasz mnie ukryty humanie.
Beta: Dałeś jej czekoladę? Jak mogłeś?
***
W tej części postu znajdują się wycięte sceny z tekstu. Jeśli ma ktoś ochotę może poczytać. Naszej grupie bardzo to poprawiało nastój. Jednakże zrozumiem, jeśli takie właśnie przerywniki zakłócają komuś odbiór tekstu. To na tyle~~
"- Spokojnie, nie zapomnij o oddychaniu."
Drzewek: Bo o tym da się zapomnieć?
--
"Siedzę na trawie w ogrodzie. Przymykam oczy.
- Dużo gwiazd dzisiaj widać"
Drzewek: Takie... Lel. Że co? Niby a propos co są te jego słowa ?
Beta: Może tak... Po prostu?
--
"Sierra nabrał głębszy wdech jakby się zaciągał powietrzem o zapachu świeżo skoszonej trawy."
Drzewek: I teraz takie.. kto tę trawę kosi? No chyba nie Aron...
---
Alfa: To właśnie ten komentarz sprawił, że zrobiliśmy nową ankietę.
---
"Wiesz, że jestem tu by ci pomóc? Jakbyś chciał ze mną porozmawiać ( D: No chyba nie) to ja tu jestem. Możesz mi o wszystkim powiedzieć. Bo to, co się stanie między nami ( D: Lel. Powiało Yaoi.) będzie naszą tajemnicą. "
---
" Która godzina? 1? 2? 3?"
Drzewek: Umiesz liczyć do trzech! Brawo dla Willowa!
---
"Pytanie zawisło w czystym powietrzu zatrutym spalinami."
Beta: Przemycamy wartości edukacyjne. Oto jakże trafny przykład oksymoronu.
---
" Czy to czasem nie kobiety malowały sobie włosów i całej reszty? To chyba takie niemęskie."
Beta: O bosze! I'm so much uke!
---
"Istnieją różne stopnie strachu ( B: I wentylatora )."
Alfa: O co chodzi z tym wentylatorem to niech już Beta wytłumaczy. Mi się nie chce, albowiem lenistwo jest tak słodką i naturalną rzeczą, że aż Kompleks Shikamaru mi się udziela...
Drzewek: *Zatyka Alfie buzie łapką* Tak, tak. No to Betoniusz wszystko wytłumaczy.
Beta: Emm... Ja? No dobra. "Wentylator Stopniów Yaoi", czyli w skrócie WSY. Określa skalę, na ile tekst podchodzi pod Yaoi. Skala jest 5-stopniowa. 1- ani trochę, 2- wytrawne oko znajdzie, 3- widoczne podteksty, 4- shounen-ai oraz 5-najprawdziwsze Yaoi. WSY będzie się przewijać przez następne rozdziały, już ja o to zadbam. *Szatański uśmiech*
Uwielbiam ten rozdział ! *.*
OdpowiedzUsuńDrzewek: Za coś konkretnego, czy od tak? *-*
Usuń