Translate

Współtwórcy

niedziela, 26 października 2014

Dodatek specjalny: ,, Ale, że … Rozdwojenie jaźni?”

                                                     „ Kącik redakcyjny”

Alfa: Wzięłam sobie do serca ten brak komentarzy, spowodowany zapewne małą liczbą osób odwiedzających tego bloga. No cóż, ale nie wolno się poddawać i zniechęcać. Dzisiaj wyjątkowo nieco inna forma wpisu, tak zwany dodatek specjalny do bloczka. Hehe. Jakoś tak samo wyszło.
 Tak jakby co akcja opowiadanka osadzona jest przed czasami Sierry. Więcej nie będę mówić, bo nie chcę spolerować, a że moja Beta ma teraz przerąbane w szkole i nie ma kiedy ze mną się spotkać, by pomagać mi w pisaniu, to dzisiejszy wpis jest jej zadedykowany.
 Drzeworyt: Słoneczko ty nasze, nie poddawaj się, ucz się pilnie w dnie i noce, nie dawaj się jesiennym zmorą uczuciowym, idź ciągle do przodu i pamiętaj, że nigdy o Tobie nie zapomnimy i nigdy nas nie stracisz (Chyba, że bardzo będziesz tego chciała :P ). Możesz się do nas zwracać w każdej potrzebie, nie ważne czy płaczesz, czy się jarasz i głupi uśmieszek nie chce ci zejść z twarzy. Doskonale wiesz, że zawsze będziemy za tobą! Dlatego, dziecinko ty nasza, nie daj się!
 Alfa: Nuu, kochana, nie waż się poddać złym myślą i to na tyle z tego przydługiego wstępu. :* Buźki. Mam nadzieję, że znajdziesz dla nas trochę czasu! A resztę czytelników zapraszamy do czytania! Dla was, kochane anonimki, też mamy głęboką myśl prosto z życia wziętą: „ Jeśli mówisz, że jest do dupy, to wiedz, że inni mają gorzej. Ba, jeśli uważasz, że spadłeś na dno pamiętaj, że pojęcie dna jest bardzo szeroko zrozumiałe. A jak już spadłeś na ziemię, to możesz się od niej odbić. Bo choć droga do celu jest długa i trudna, to, co czeka nas w jej trakcie, jest najcudowniejszym co mogło nas spotkać~”
 Drzeworyt: A zwłaszcza niezapowiedziane kartkówki z nie przerabianego wcześniej przez nauczyciela tematu. Najcudowniejsza rzecz na świecie!
 Alfa: :I Zapraszamy do czytania.
----
----
 Nudzi mi się i to tak perfidnie. Nie wiem dlaczego, ale nuudzii mii się. I w tym swoim nudzeniu się stwierdzam, że … nie jestem przyzwyczajony do bezruchu. Co prawda nie mogę się dać samemu sobie tak samo. To znaczy swoim potrzebą, które nakazują mi zacząć coś robić. Skoro już sobie obiecałem, że będę kimś innym to wytrzymam w tym postanowieniu!
 Powszechnie wiadomo, że początki są trudne, ale, ale, ale… no… żeby aż tak?
 Nudzi mi się!
 Czy przybranie zupełnie innej osobowości nie sprawi czasem, że moja psychika siądzie? Bo to będzie jedna wielka gra aktorska, w której chodzi o to, bym uwierzył, że osoba którą gram jest prawdziwym mną.
 To męczące.
 I powiem to znowu. No dobra, nie powiem, pomyślę. NUDZI MI SIĘ!
 Haloo, czy Emo-Willow jeszcze tu jest? Haloo? Odbiór! Tu Kenowata wersja naszej osoby! Czy dasz mi pozwolenie na ruszenie się z miejsca? Po co się pytam. To inaczej. Uwaga, wstaję! I wcale nie obchodzi mnie twoje zdanie, rozumiesz?
 Czy tylko mnie się wydaje, że robię  w tym momencie z siebie kompletnego idiotę? Co prawda nikt tego nie widzi i nie słyszy, ale gadanie, czy pytanie o pozwolenie samego siebie, nie uchodzi za normalne. Czy się mylę?
 Ej, Emoo! Nosz kurczę, nie ignoruj mnie!
 Chwileczka, Ken- ziewnięcie- śpię. Daj mi jeszcze chwilę, i to taką dłuższą. Poczekaj sobie spokojnie. Leżenie jest dobre, nic nie robienie jest dobre. Nie chce mi się wstawać, dlatego daj mi jeszcze chwilę.
 No odezwało się moje zaspane skarbie. Haloo, ty pierdzielone Emo, wstajemy! Nudzi mi się! Nie rozumiesz, że to wielki kryzys i trzeba jemu zapobiec?
 Pobiec? Nie, tym bardziej nie chcę pobiec.
 Pff. Kryzys. Trzeba zażegnać mój życiowy kryzys. Trzeba wstać. Czy nie rozumiesz moich potrzeb?
 Jak masz kryzys wieku średniego to nie mój problem. I weź się odwal. Nie sprowadzisz mnie na złą drogę. Nie ma bata.
 Nie chce mi się nic robić.
 Popadam w obłęd czy też normalnym jest, że czegoś bardzo mocno chcę, a jednocześnie bardzo mocno nie chcę? Czy ktoś może mi na to pytanie odpowiedzieć?
 Tak, to jest normalne. Chciałeś odpowiedzi, to ją masz.
 Ale ja nie chciałem odpowiedzi od ciebie!
 Ty to naprawdę masz problemy… Może jednak dasz mi w spokoju leżeć i kontemplować ten nasz jakże oryginalny sufit?
 Kurka. Gadam sam ze sobą. Stopień szaleństwa poziom 3! Waaa!
 Weź się uspokój i zacznij myśleć tą swoją połową mózgu nad czymś przyjemniejszym. Pomyślałby kto, że przejmujesz się tym, że ze mną gadasz.
 No a ty się nie przejmujesz? Jak gadam z tobą, to zupełnie tak, jakbym gadał sam ze sobą! Jesteśmy szaleni!
 Jak ktoś tu jest szalony to tylko ty. Ja tam uważam się za normalną, zamkniętą w sobie osobę.
Co ci daje to odstawianie paniki?
 Jak to co mi daje?
 Aaa… Już rozumiem. W ten sposób ci się nie nudzi.
 …
 No, a nie mam racji?
 Emo, weź mnie nie dobijaj. I tak mi się nudzi!
 Bez sensu jest to twoje narzekanie. Skoro tak nie masz co robić tą swoją połową osobowości to pomedytuj.
 A może zrobimy coś bardziej fizycznego, hmmm? Wtedy na pewno nie będę się nudzić!
 Czyli… masz ochotę na seks? Odpada. Leżenie lepsze od wyrywania jakichś lasek. Za dużo z tym zachodu. (No bo wiesz. Jak ktoś ciebie wyrywa to już zupełnie inna sprawa ;) )
 Od razu, że seks. Już samo robienie pompek jest ciekawsze od leżenia na wyrze niczym kłoda!
 Robienie pompek też odpada. To zbyt męczące zajęcie.
 Ogółem życie jest zbyt męczące, co nie?
 Dokładnie. W końcu mnie zrozumiałeś. Jestem pełen podziwu dla samego siebie.
 No tak, bo ja i ty to jedna osoba. Aż mam ochotę krzyczeć!
 A mi się nie chce krzyczeć, więc nie krzyczymy.
 Ej no, dlaczego nie? To też by było ciekawe!
 No właśnie nie za bardzo. Tak zacząć wrzeszczeć ni z tego ni z owego? Przecież nie jesteśmy psychiczni.
 A jak nie my to kto?
 Z resztą nikogo w domu nie ma. Nikt by nie zareagował. Co złego jest w krzyczeniu?
 Raczej chciałeś się spytać co złego jest w krzyczeniu bez najmniejszego powodu. Pomyślmy… Jest to bezsensowna forma wydawania z siebie dźwięków o wysokiej częstotliwości, przez co po dość krótkim czasie zdarlibyśmy sobie gardło.
 Ból jest przeze mnie niepożądany.
 Czyżby Emo nie lubiło się ciąć?
 To, że wyglądem przypominamy teraz Emo nie oznacza od razu, że naszym jedynym przyjacielem ma być żyletka.
 No tak, ale żyletka i nożyk to już co innego?
 Nie widzę w tym nic śmiesznego.
 No już, już. Nie naburmuszaj się tak. Jako ta nasza bardziej Kenowata część stwierdzam, że poniekąd masz rację. Może jednak pozwolisz mi działać i dasz nam wstać?
 Niedoczekanie twoje. Tak szybko z celibatu, polegającym na nic nie robieniu, nie zrezygnuję.
 Nikt by się o tym nie dowiedział! Nawet jeśli tak, to nic nam nie zrobią. Bo od kiedy zabrania się komukolwiek poruszać?
 No niby nikt nam nic nie zabronił, ale … ja to zrobiłem. Dlatego właśnie odpoczywamy, śpimy i powoli mamy zapadać w apatię.
 Wiesz, że to nie brzmi dobrze?
 Tu nie chodzi o brzmienie, tu chodzi o sens całej idei!
 To naszym postępowaniem kieruje jakaś idea? Serio? Od kiedy?
 Od teraz.
 Znowu jesteś zły? No wiesz co. Jak tak możesz?
 Proszę, zróbmy sobie przerwę w nic nie robieniu!
 Echh, nie odpuścisz?
 Oczywiście, że nie! Haloo! Nudzi mi się!
 To Ken, Haloo, idź spać. Nie będzie ci się wtedy nudziło. Może nawet będziesz w krainie marzeń sennych biegał, zmęczysz się i poczujesz się spełniony?
 Dzięki wielkie za taką radę. Ja wiem, że do mnie się już nie przyznajemy, bo jestem tą osobowością, która ma jeszcze jakieś chęci i ambicje i to jest niemożliwe do zniesienia. Wręcz godne pogardy, spalenia na stosie, śmierci męczeńskiej w studiu fitness, no ale pójdź mi na rękę i pozwól mi wstać!
 Niech ci będzie, ale pamiętaj, że kiedyś w końcu cię do końca wchłonę i skończą się czasy Kena.
 Bardzo. To. Pocieszające.
 Ja wiem, ja wiem. Uchh, a ja tak bardzo chciałem stać się mistrzem w dziedzinie „Nie ruszam się, bo poruszanie się jest zbyt męczące.”
 Aleś se długą nazwę dyscypliny wybrał, a skrót od tego to „NRSBPSJZM”. Nazwa równie długa i niełatwa do wypowiedzenia. Nrsbpsjzm. Impresjonizm! Nieruskiebopsjozmowanie!
 Bez komentarze, Ken, bez komentarza.
 Nieruskiebopsjozmowanie!
 
 Ta nazwa mi się spodobała! Haha.
 Taaa, właśnie słyszę.
Dobra, dobra Emo, nie gardź mną aż tak bardzo.
 Nie masz pojęcia czego ode mnie wymagasz.
To ja wstaję!
 Nasze ciało w końcu się poruszyło i usiedliśmy. Zadowolony przeciągnąłem się i stanąłem powoli na nogach, odzianych w tęczowe skarpetki.
 To co by tu porobić?
 Przeczesałem wzrokiem niebieski pokój w poszukiwaniu czegoś, co by przykuło moją uwagę
 Czemu w moim pokoju, pokoju nastolatka, są tylko książki? Gdzie jakieś łącze z Internetem? Nawet laptopa nie ma. O telefonie już nie wspominając…
 Co prawda miałem aż DWA telefony, bo jak to w dzisiejszych czasach, gorszy telefon miałem do dzwonienia, sms-owania oraz na nadzwyczajne wypadki- tzn. jakby ktoś chciał mnie okraść i kazał dać sobie telefon bez żalu oddałbym mu tę niemalże cegłówkę. Od tego przecież była. Ten lepszy model miałem do korzystania z popularnych portali i innych takich, czyli do ogólnego surfowania po wirtualnym świecie Internetów. Ten telefon był o wiele bliższy sercu. Co poniekąd jest śmieszne, bo żeby przedmiot nieożywiony najlepszym przyjacielem człowieka? Nawet cieszę się, że zerwałem z tym uzależnieniem.
 Na moje (nasze) nieszczęście, ten nowszy model się zepsuł, a cegła, mimo że cała i zdrowa nie nadawała się do zaspokojenia potrzeby wejścia na jakikolwiek portal. Uroki niezniszczalnej NOKII.
 I nie lepiej ci było leżeć?
 Ćśśś, zaraz wymyślę coś ciekawego do roboty. O ile się orientuję to ojczulek jeszcze nie zabrał z domu komputera… To jest myśl! Już wiem co będziemy dzisiaj robić!
 Wow! Gratuluję geniuszu!
 Nie zważając na słowa przesiąknięte ironią, wyszedłem z pokoju i zamknąłem z trzaskiem za sobą drzwi. Ot, same się zatrzasnęły.
 Uważaj, Ken, bo ktoś ci jeszcze uwierzy. No już głośniej być nie mogłeś. Pff.
  Nie bądź na mnie zły. Obiecuję, że za dwie godziny grzecznie się położę i będziesz mógł zostać mistrzem w dziedzinie Nieruskiegobopsjozmowania.
  Pff.
  Nieco niepewnie otworzyłem drzwi od dawnego biura ojca. Kiedyś było tu mnóstwo papierów, na ścianach wisiały winyle, plakaty, gabloty, a teraz… było tu tak pusto. Brak życia. Jednie komputer został. Niemal ostatnia pamiątka po tacie, która niedługo także zniknie. Wszystko związane z Nim nagle znikało. Tylko ten sprzęt został tu przypadkiem.
  Nic na to nie poradzę.
  A teraz czas poszukać czegoś ciekawego do porobienia w magicznym świecie, w którym pojęcie „troski” nie istniało. No może na Wikipedii.
  Usiadłem przed komputerem i wcisnąłem guzik, który miał uruchomić maszynę. Cicho gwizdałem sobie pod nosem ku niezadowoleniu mojej drugiej jaźni.
  W końcu po długim oczekiwaniu mogłem wejść na Chroma i zacząć przeszukiwać strony.
  Moje czarne oczy przyciągnęła reklama jakiejś darmowej gry, w której miało się za zadanie wybudować swoją przyszłość za pomocą postaci, która miała być „nami”.
  Przesunąłem kursor na reklamę i wszedłem na stronkę.
  Okazało się, że przed grą trzeba było napisać kartę postaci. No cóż, skoro nam się nudziło to mogłem coś takiego uzupełnić.
  Zabijacze czasu były w tym momencie bardzo mile widziane.
  Ściągnąłem potrzebny plik i go otworzyłem. Wyskoczyła mi pusta strona z pytaniami o informacje.
  Pisanie czas zacząć.
---*
  Imię: Willow
  Nazwisko: Blackburn
  Nick* : EmoKenuś
  Wiek: 17 lat
  Urodziny: 13 grudnia
  Wygląd:
·         Kolor włosów: czarny.
·         Kolor oczu: czarne (Bez soczewek- błękitne)
·         Typowy ubiór: dwunasto dziurkowe, czarne glany, jeansy, czarna skóra i ciemne koszulki z rockowymi napisami,
·         Wzrost: 167 cm
·         Typowo kobieca uroda,
·         Szczupły, drobny, o bladym odcieniu skóry.
  Znaki szczególne: Stalowe kółko w dolnej wardze oraz pomalowane na czarno paznokcie.
  Typowe zachowania:
·         Nie odzywam się,
·         Jestem spokojny, wręcz apatyczny,
·         Nie wyrażam tego, co czuję,
·         Muszę przyznać, że czasami patrzę na innych z pogardą,
·         Bez przerwy prowadzę rozważania na różne tematy.
  Blizny, tatuaże:  Brak.
  Plany na przyszłość:  Brak. Nigdy o tym za poważnie nie myślałem, choć gdy byłem młodszy marzyłem o zostaniu… stylistą.
  Ciekawostki:
  • Mam słabość do kotów, a zwłaszcza do tych czarnych,
  • Lubię znajdować opuszczone przez ludzkość miejsca, a następnie w nich przesiadywać,
  • Nie na widzę szarego,
  • Jestem tolerancyjny,
  • * Mam wrażenie, że cierpię na rozdwojenie jaźni,
  • Gdy jestem zdenerwowany, kręcę swoim kolczykiem,
  • Nie lubię przebywać wśród ludzi,
  • Mam kilka fobii…
  Czego twoja postać chciałaby doświadczyć?/ O czym zawsze marzyła?
  Emm… Trudno mi się do tego przyznać, ale chciałbym mieć swojego cichego obserwatora, który doglądałby mnie każdego dnia, pomagał mi w najgorszych momentach, był moim stróżem i najbliższą mi osobą. Może w końcu dowiedziałbym się co to znaczy troska o kogoś?
---*
  No to jak, idziemy poleżeć?
  Co prawda obiecałem, ale nie chciałbyś zobaczyć o co dokładnie chodzi w tej grze?
  Szczerze, nie za bardzo. Wolę poleżeć.
  Okej, jestem grzecznym Kenem i się słucham.
  Kliknąłem myszką na przycisk „anuluj”, wyłączyłem stronkę, a następnie komputer.
  No właśnie, po co wkręcać się w gierkę i się od niej uzależniać?
  Też nie wiem. Uzależnienia są taaakie męczące.
  Wstałem, zasunąłem za sobą krzesło i wyszedłem bez oglądania się za siebie z pustego pomieszczenia. Zgodnie z daną samemu sobie obietnicą wróciłem do pokoju i ułożyłem się wygodnie na zalanym błękitem łóżku.
  Ej, Emo, powiesz mi dlaczego ściąłem nasze piękne włosy? Przecież ta nowa fryzura nic nam w gruncie rzeczy nie daje.
  To jest, mój drogi Kenie, nasza cicha forma buntu. Jednocześnie staramy się również z zewnątrz być zupełnie kimś innym.
  Ale ja lubiłem te nasze dawne włosy! Zwłaszcza, gdy przez pewien czas je zapuszczaliśmy. Tak fajnie się je wtedy czesało!
  Khm, to ja już wolałem jak mieliśmy te krótkie włosy i ganiały za nami dziewczyny.
  Jak mieliśmy długie to też za nami ganiano!
  Taa, tylko wtedy o nasze względy ubiegali się chłopcy.
  Ty… no faktycznie.
  Może ty lepiej nie myśl, bo ci to nie wychodzi.
  Dzięki za te komplementy!
  Przykryłem nas kołdrą.
  Dobranoc, Emo!
  Miłych snów, Ken.
  Nasze powieki opadły i osunęliśmy się w objęcia Orfeusza.
----
----

*- Podpunkty oznaczone gwiazdki nie zaistnieją w nowej, zmodernizowanej Karcie Postaci Willisia.


Alfa: Tak naprawdę ten dodatek miał się pojawić dopiero po 11 rozdziale, ale stwierdziłam, że nie dam rady dokończyć 11 za szybko, więc mam nadzieję, że zaspokoiliście się choć trochę tym opkiem. ;)
---
---

niedziela, 12 października 2014

Rozdział 10 "I to ma być ta zabawa?"

 Otwarcie tych drzwi wiąże się z pewnym ryzykiem. On tu wejdzie i ... co? Nie wiem.
 Co on może mi zrobić? I co najważniejsze... Czy może mi cokolwiek zrobić?
 Są różne, dziwne opowieści o psychologach. A jakie? Więc wyliczamy:
- gwałty w dźwiękoszczelnych pomieszczeniach,
- zmuszanie pacjentów do czegoś, czego nie chcą robić,
- zamykanie w pomieszczeniu tylko o chlebie i wodzie,
- bicie.
 Są też rodzice. Rodzice, którzy na siłę zmuszają swoje pociechy na przychodzenie na terapie, chcąc im pomóc. Jednak przez to, że kierują się swoim wyobrażeniem tego, co ich zdaniem jest dla dziecka najlepsze, osiągają efekt odwrotny od zamierzonego. Nie rozumieją tego, że dzieciom dzieje się krzywda.
 Terapia wstrząsowa.
 Czy ten Sierra ma na nią zgodę? Czy moi opiekunowie chcą zrobić ze mnie warzywo, które będzie leżeć w szpitalu, podłączone do kroplówki? Czy mogą coś takiego zrobić? Pozbyć się zbędnego problemu, jakim z pewnością się stałem?
 Może niesprawiedliwie ich oceniam? Jeśli tak, to co? Może lepiej się tym nie będę przejmował. "Tym", znaczy nimi. Odwdzięczę się im pięknym za nadobne.
 Przecież nikomu na świecie nie zależy na drugim człowieku. Istnieją dla nich tylko oni sami, bo po trupach do celu, a cel uświęca środki. Jest to najłatwiejsza ze wszystkich, znanych dróg i najkorzystniejsza dla idącego.
 Jeśli ten psycholog do mnie "nie dotrze" to zamkną mnie w psychiatryku? Czy też jego wizyta ma na celu znalezienie argumentu na to, że jestem chory psychicznie? Czy to właśnie ten mężczyzna ma być moim biletem do pokoju bez klamek?
 Ciekawe czy taki pokój jest wygodny? Cały w poduszkach, żebym nic sobie nie zrobił. Bialutki, niczym śnieg. Kraty w oknach, już nie takie bialutkie. Brak klamki, która poniekąd mogła by być biała- W końcu nie byłoby szarości, toż to ogromny plus! Całodobowy monitoring. Może jedzenie byłoby dobre? Przynajmniej ktoś by mi je dawał. Stylowy kaftan. O czym ja myślę?
 Więc... Otwarcie tych drzwi może mieć katastrofalne skutki. 
 A może by tak zabawić w terapeutę własnego psychiatry? To mogłoby być ciekawe doświadczenie i jakże rozwijające. W końcu ludzie, którzy rozpoczynają taki zawód, sami zaczynają przeżywać problemy własnych pacjentów. Rozwalają sobie tym życie prywatne. Czy z Sierrą jest tak samo? Czy on także zrobiłby wszystko dla swojego pacjenta, albo dla kasy jego rodziców? I to tylko dlatego, że w życiu osobistym mu się nie powodzi?
 W sumie... czy moja niechęć do otwarcia drzwi bierze się stąd, że ja się tego w jakiś sposób... obawiam? Czy to dlatego próbuję uniknąć niebezpieczeństwa, jakim jest dla mnie psychiatra? Czy nie chcę stracić mojej chwiejnej równowagi psychicznej? Która jest dla mnie za ciężka w utrzymaniu i jeden, mały błąd wystarcza bym wpadł w panikę.
 Czy ja czasem nie miałem być apatyczny? Osoby apatyczne się nie boją. Czyli coś jest z tą sytuacją nie tak... To jest dla mnie argument dość ważny, będący ZA otworzeniem drzwi. 
 Czy zabawa w psychologa mojego psychiatry będzie czymś dziwnym? Z pewnością będzie to jakaś nowa forma rozrywki. Jest to niebezpieczne, bo świadomie będę narażał siebie. 
 Zabawimy się? 
 Nie, on się nie będzie się bawił. Ja będę się bawił. Oby nic nie zrozumiał. 
 Stalowe kółko, które tkwi w mojej dolnej wardze, w końcu przestało się obracać. Podjąłem decyzję. 
 Decyzja.
 Podchodzę do drzwi po kudłatym, niebieskim dywanie i łapię za klamkę. Serce mi kołacze. Znowu ja, drzwi i Sierra za nimi. Przynajmniej nie panikuję.
 Czy Doneo stoi cierpliwie za nimi? Jeśli tak to dlaczego? Po prostu nic nie mówi i czeka? Leniwy, bo nie chciało mu się usiąść na krześle, które stoi obok mojego pokoju? A może pewny siebie? Myśli, że wszystko, czego chce, stanie się od tak?
 Jeśli tak, to trzeba mu kiedyś pokazać, że nie jest wszechpotężny i nigdy nie będzie.
 Czy ten pokój jest moim terytorium? Czy specjalnie narusza moja strefę bezpieczeństwa? Czy dla niego aż tak ważną czynnością jest to, by tu wejść?
 Pedał?
 Miejmy nadzieję, że nie. Jestem słaby. Moje ciało też jest słabe. Nie przyzwyczajone do większego wysiłku fizycznego. Wiem, że gdyby próbował się do mnie dobrać, to moje ciało by mnie zawiodło. Dlatego nie mogę mu zaufać. Za duże szanse na porażkę. Zbyt łatwo by mnie zniszczył, mógłby mi zrobić nieodwracalną krzywdę. 
 Zdaję sobie sprawę z własnej kruchości.
 Naciskam klamkę i uchylam lekko drzwi. Wracam na łóżko. Siadam i wpatruję się uważnie w blondyna, który popycha dłonią odrzwia i wchodzi do środka.
 Jego piwne oczy sondują niebieski pokój. Przez chwilę wpatrywał się w półkę z książkami, które były spowite cienką warstwą kurzu. Potem na krótko przypatrywał się gołębiej szafie, która zajmowała całą ścianę. Biurko, które znajdowało się pod jednym z dwóch okien, po drugim nie było nic. Tylko na parapecie leżały puchate poduchy w odcieniach błękitu. Tam czasami przesiadywałem. Jego wzrok przesunął się po podłodze, którą zakrywał dywan, na którym stała para glanów. Potem pod odstrzał poszło łóżko i przewieszona przez jego oparcie skóra. 
 Mężczyzna nie wyglądał na spiętego, ani na zadowolonego. Teraz był jak najbardziej profesjonalny.
 Pochylił się lekko i, ku mojemu zdziwieniu, zsunął z nóg buty, by następnie ustawić obuwie koło drzwi, które zostały zamknięte bez wydawania najmniejszego dźwięku.
 Nie powiem, że nie jest to kolejnym dziwactwem tego faceta, bo jest. Obserwuję go nieco niepewnie i zaczynam mieć lekkie wątpliwości. Po co ja go tu wpuściłem? Może na razie nic mi się nie działo, ale miałem dziwne uczucie dominacji Sierry w tym pomieszczeniu.
 Zadrżałem, mimo wszystko starając się nie okazywać większych emocji.
 Piwne oczy spoczęły na mnie przez co uciekłem wzrokiem gdzieś w bok. Nie lubię tego spojrzenia. Aż człowieka ciarki przechodzą.
- Dziękuję, Willow, że mnie tu wpuściłeś.- Przez tą jego powagę czułem się coraz bardziej nieswojo. Może i go wpuściłem, ale co z tego? Aż takiej łaski mu nie robię... Choć w sumie... Może robię?
 Gdyby nie to poczucie bycia nie na swoim miejscu, przez co miałem ochotę wyskoczyć przez okno, byłoby o wiele lepiej.
 Mężczyzna zaczął spokojnie iść w moją stronę, depcząc kudłaty dywan, moje morze.
 On wkracza do mojej Utopii.
 Czułem jak zaczęła narastać panika, a ja nie mogłem nic na to poradzić. Mój oddech znów stał się płytszy, a kolczyk energicznie obracał się w  mojej wardze- jedyna widoczna oznaka mojego zdenerwowania.
 Mężczyzna zatrzymał się w miejscu, obserwując moje reakcje. Dlaczego on się nie waha? Dlaczego jest tak bardzo pewny swego? Wydaje się, że on wie czego chce i zna sposoby, by zdobyć upragnioną rzecz. Przerażające.
- Proszę cię, uspokój się. Doskonale wiesz, że nic ci nie zrobię.- Wiem? Nic nie zrobi? Gorączkowe myśli przewinęły mi się przez głowę.- Teraz usiądę.- Powiadomił mnie, by przysunąć sobie krzesło, które stało przy biurku i na nim usiąść.
 Wysyłał mi jasne sygnały. Patrz, jestem bezbronny. Uspokój się.
 D-dlaczego? O-o co mu chodzi?
 Tak, panika. Tak, strach. Tak, chęć ucieczki.
 Czy to czasem nie ja miałem się bawić tą sytuacją? Zamiast tego siedzę jak kołek w miejscu, czując jak narasta coraz większy strach. Narasta i swą wielkością mnie przygniata do miejsca. Dobrze, że dzieli nas woda. Chociaż tyle.
- Willow, oddychaj. Spokojnie. Nic ci nie zrobię.- Powtórzył, zapewniając mnie po raz drugi o czystości swoich intencji. Czyli nie będzie przemocy? Czyli nie będzie gwałtu?  Czy to mi pomogło? Nie wiem. Chcę wiedzieć.
 Nie chcę się bać. Czemu się boję? Czego się boję? Nie wiem. Nie chcę. Za dużo nie...
 Dźwięk ponownie otwieranego okna, świeże powietrze o charakterystycznym zapachu, noc, spokój.
 Czułem jak wszystko ulatuje...
- Już ci lepiej?- Mężczyzna odwrócił się w moją stronę by znowu podejść do krzesła, tym razem tylko za nim stając.
 Ignoruję to pytanie, tylko patrząc na otwarte okno. Ignoruję terapeutę. Kolczyk w wardze obraca się tym spokojnym, powolnym i znajomym ruchem.
- Dawno nikt na ciebie nie zwracał uwagi, Willow. Nie jesteś do tego przyzwyczajony. Twoi rodzice nawet dobrze cię nie znają, a ty nie chcesz tego zmieniać. To nie jest dobre, Willow. - Cichy, spokojny głos. Mówił do mnie łagodnie, jak do spłoszonego zwierzęcia, które zostało zagonione w kozi róg i teraz treser zamierza spokojnie uświadomić mu, że on jest dla niego jedyną możliwością na dalsze życie.- Dawno nikt z tobą nie rozmawiał. Siedziałeś sam i nikt nawet nie zdawał sobie sprawy z tego, co robisz, bądź nie robisz. Nawet nie potrafisz utrzymać kontaktu wzrokowego, Will.- Pierwszy raz ktoś zdrobnił moje imię. Zaskoczyło mnie to. Aż na niego spojrzałem, ale jego piwne oczy mnie przytłoczyły. Znowu spojrzałem w bok. To było dla mnie za trudne.- Już ci mówiłem, że chcę ci pomóc. Będę ci to powtarzał do znudzenia, byś nie zapomniał. Masz problem, który trzeba rozwiązać. Tego problemu zapewne sam nie dostrzegasz. Wmawiasz sobie, że nie potrzebujesz wsparcia, tłumaczysz sobie własne zachowania. Jednak twój kłopot cię powoli niszczy, Will, dlatego nie można z nim zwlekać. Jestem tu właśnie dlatego, że sam nie potrafiłeś sobie poradzić z tym problemem. Jestem tu by ci pomóc.
 Nie mam pojęcia dlaczego go słuchałem. To był jakiś wewnętrzny przymus, albo raczej  fakt, że stał na przeciw mnie i nie dało się tego wszystkiego nie słyszeć.
- Nie znasz samego siebie, Will, boisz się siebie poznać. Boisz się, że sam siebie zniszczysz.- Mężczyzna wyprostował się i splótł palce. Wiatr rozwiał jego blond włosy. Wyglądał jak władca. Wielki i potężny.
-Twoi opiekunowie mówili mi, że problemy zaczęły się trzy lata temu. Dokładnie wtedy, gdy twoja matka wzięła rozwód. Jest tylko jedno ale.- Sierra pochylił się do przodu, opierając się dłońmi o krzesło.- Ty zacząłeś się odseparowywać o wiele wcześniej. Co było tego przyczyną? Tego jeszcze nie wiem, ale dowiem się, Willow. Dawno temu miałeś opinię osoby popularnej. Musiało się stać coś poważnego, coś co aż tak na ciebie wpłynęło, że zmieniłeś całą swoją osobowość. Nikt na tę różnicę nie zwrócił większej uwagi.
 Boże, skąd to wie? Moje serce kurczyło się gwałtownie w piersi. Jak on do tego doszedł?
- Will, twoja twarz mi wszystko powiedziała.- Powiedział to łagodnie.- Z miesiąca na miesiąc gościł na niej coraz większy ból, strach, zwątpienie. To da się zobaczyć. Coraz mniej się uśmiechałeś. To stało się cztery lata temu, prawda? Rozstanie twoich rodziców było tylko ziarnkiem piasku, które przeciążyło szalę. Już nie mogłeś wytrzymać sam ze sobą. Wtedy zmieniłeś do końca swój wygląd.
 Ciężko oddychałem, wpatrując się w terapeutę. Jak? JAK?
- Pamiętaj, że chcę ci pomóc. Jeśli ty mi nie pomożesz to sam dojdę do sedna sprawy, ale nie musisz się mnie obawiać. Wszystko, co zrobię, będzie wykonane tylko dla twojego dobra...
 I to ma być ta zabawa?
---
---

Drzewek: Parapeeet! Parapeeet! Parapet- parapeeet! Paraparaparaaapeet! *Śpiewa sobie głośno, tańcząc sambę* Paraapeeeet!
Alfa: Ymh. Tak, prapet. I to taki wypasiony parapet z wypasionym widokiem.* Koci uśmiech.*
Drzewek: A tak ogółem poważniejąc... Przepraszamy za tą dwu tygodniową przerwę we wrzucaniu postów, ale nasza droga Alfa ma problemy z wzrokiem, a że w sumie od jej weny zależy przepisanie rozdziału, to tak nam wyszło. 
Alfa: Więc przepraszam, bo to w gruncie rzeczy moja wina... 
Drzewek: Ale że rozdział był jednym z dłuższych, to może nieco to zrekompensowało ten czas oczekiwania.
Alfa: Mam nadzieję, że się zadowolicie tym rozdziałem i skomentujecie cokolwiek.
Beta: No, po ostatnich komentarzach to przeżyłam szok. Bo KTOŚ TO W OGÓLE CZYTA! 
Alfa: No dokładnie. Mam nadzieję, że z kolejnym wpisem nie będzie takiego opóźnienia. Do przeczytania!
Drzewek: Papciu-rapciu!
Beta: Avi vederci?
Drzewek: Goodbye apetai!
---
 Ciekawe czy taki pokój jest wygodny? Cały w poduszkach, żebym nic sobie nie zrobił. Bialutki, niczym śnieg. Kraty w oknach, już nie tak bialutkie. (D: Smuteczeg) Brak klamki, która poniekąd mogła by być bialutka- W końcu nie byłoby szarości, toż to ogromny plus! Całodobowy monitoring. Może jedzenie byłoby dobre? Przynajmniej ktoś by mi je dawał. Stylowy kaftan. O czym ja myślę? (A: O czym my piszemy? To lepsze pytanie...)
---
Zabawimy się? ( B: Powiedział pedofil do małej dziewczynki)
Drzewek: I Beta wyszła na całkowicie zboczone dziecko. Hue Hue.
---
Zbyt łatwo by mnie zniszczył, mógłby mi zrobić nieodwracalną krzywdę. ( D: Jego dziewictwo szlak by trafił)
Alfa: I mamy kolejne skrzywione dziecko...
---
Może na razie nic mi się nie działo, ale miałem dziwne uczucie dominacji Sierry w tym pomieszczeniu.(D: Mrau. Dobry seme. :3)
---
Powtórzył, zapewniając mnie po raz drugi o czystości swoich intencji. Czyli nie będzie przemocy? Czyli nie będzie gwałtu? ( D: Czyli zostanę prawiczkiem? Czyli jednak mnie nie przelecisz?) Czy to mi pomogło? ( D: No nie wiem, z pewnością nic mnie nie będzie boleć, ale...) Nie wiem. Chcę wiedzieć. ( D: Ale czy aby na pewno? )
---
Alfa: Mam nadzieję, że wszystko wycięłam z tekstu, jak coś to proszę mi komentować, bo możliwe, iż przeoczyłam. Idę spać, bo znowu mnie oczy bolą, a już chciałam to wstawić. To branoc wszystkim, którzy to czytają. Nie ważne o jakiej porze dnia. Papa.

czwartek, 2 października 2014

Rozdział 9 "Czemu próbujesz mi rozkazywać?"

 Ciągle siedzę na trawie i oczywiście sam sobie nie odpowiedziałem na żadne z pytań.
 Przez cienki materiał bluzki czuję na swojej skórze zimne podmuchy wiatru. Oplatam ramionami własne nogi, a o stopy ciągle ocierają mi się źdźbła traw.
 Późna noc.
 Księżyc wisi wysoko na niebie otoczony przez odwieczną służbę- gwiazdy. Ten wielki rogal nigdy nie straci towarzystwa. Takiemu to dobrze... Zawsze wśród ciemności będzie on i mniejsze siostry słońca. Miło, że nigdy nie będzie do końca samotny, choć czy na pewno? Księżyc nigdy nie zbliży się do gwiazd. Jest skazany na tułaczkę po niebie, bez możliwości dotknięcia czegokolwiek. Jest podobny do człowieka, bo nieważne ilu przyjaciół zgromadzi w okół siebie słaba istota ludzka, zawsze będzie zdana tylko na siebie. Musi wędrować przez życie samotnie. Samotna jest także, podejmując decyzje. Nikt jej w tym nie pomoże.  Bycie indywidualistą ma swoje plusy, ale będąc blisko kogoś, a mimo wszystko tak daleko...
 Prawda bywa bolesna. Dlatego czasami lepiej być nieświadomym. Im mniej wiedzy, tym łatwiejsze życie. Przynajmniej tak powinno być. Nie wiedząc, że w Afryce głodują z łatwością możemy wyrzucać jedzenie do kosza, zamiast myśleć o tych biednych dzieciach, które często nie mają co zjeść na śniadanie, a po wodę muszę wędrować z kilka dobrych kilometrów. Życie bywa nie sprawiedliwe, ale czy cokolwiek jest sprawiedliwe?
 Nie jest.
 Nie mam na nic wpływu. Nic nie mogę zmienić. Nawet nic nie próbuję zmienić. Siedzę sobie na trawie, przed domem, w którym bodajże śpi moja rodzina, do której od dawna się nie przyznaje. Nie chcę mieć tych ludzi za krewnych. Jednak tego nie zmienię. Nie jestem pełnoletni. O ironio za jakiś czas będę, ale to dopiero za jakiś czas. Nawet jak będę już po 18 i tak nie mam co ze sobą zrobić. Miałbym co...? Zabrać się za pracę? Ja? Za pracę? To nawet mi nie wygląda. Pracujący ja...
 Po co się tym przejmuję?
 Po co o tym myślę?
 Nie muszę myśleć.
 Nie muszę? Jak nie będę myśleć, nie będę lepszy od tej trzciny giętej na wietrze. Dlatego muszę myśleć. To jedyny dowód, jak dla mnie, że istnieję.
 Po kilku sekundach, które dłużą mi się w nieskończoność, ciągle patrzę w oczy Sierry. W te poważne, straszne, piwne tęczówki. Jak można kogoś tak przeszywać wzrokiem? Wygląda i zachowuje się jakby o wszystkim wiedział.
 Czemu kiedyś właśnie tak sobie wyobrażałem ojca? Zawsze myślałem o nim jak o superbohaterze, który zabija wzrokiem, przenosi góry, ratuje mnie z każdej opresji, jest wiecznie zabiegany, bo musi ratować walący się ład świata. Dziecięcy ideał. Osobisty obrońca. Bohater.
 Mój dawny świat był zbudowany na twierdzeniu, że ojciec jest wszechpotężny i potrafi dokonać niemożliwego.
 Jeśli miałem jakiś problem - szedłem do taty.
 Jeśli się czegoś bałem- szedłem do taty.
 Jeśli czegoś chciałem- szedłem do taty.
 Jeśli brakowało mi celu, do którego mógłbym dążyć- szedłem do taty.
 Jeśli chciałem się czymś pochwalić- szedłem do taty.
 Ciągle tata, tata, tata,
 Wtedy nikt nie mógł mnie zranić, bo liczył się dla mnie tylko on.
 Teraz widzę jak bardzo pozbawione sensu było tamto myślenie. Nikt nie może być wszechpotężny. To był podstawowy błąd tamtego dzieciaka. Bo to nie byłem ja. To nie mogłem być ja. Z resztą nawet ten "ja" z wczoraj już nie jest tym samym mną. Chodzi mi o to, że ciągle się coś zmienia. Dlatego właśnie ze spokojem mogę się wyprzeć tamtego czegoś z czego ewoluowałem na to, czym jestem dzisiaj.
 W tamtych czasach moim oparciem był ojciec, a teraz już nie mam nikogo takiego. Jestem tylko ja.
 Althea mnie nie uznaje, brzydzi się mną. Dla niej istnieje tylko ojczym. Nic innego go do tąd nie interesowało, aż nagle ... puff!... coś się zmieniło.
 Nie wiem czy on chce się jeszcze bardziej podlizać lalce, czy daje mu satysfakcję przytrzymywanie tu jakiegoś psychologa. Kto go tam wie?
 Sierra siedzi obok i się we mnie wpatruje.
 Straszny? Zapewne.
 Groźny? Chyba nie...
 Wstaję i idę w stronę oszklonej ściany, w której znajdują się uchylone drzwi. Wchodzę do środka. Nie zamierzam dłużej marznąć na dworze z tym psycholem u boku.
 Chory psychicznie terapeuta.
 Idę przez salon w stronę schodów, jednak gdy czuję jak ściska mnie w żołądku zmieniam trasę "przelotu".
 Kuchnia. Kierunek kuchnia.
 Pod stopami znowu czuję lekki chłód. Panele zostały zastąpione przez, oczywiście, szare kafelki.
 Staję przed lodówką i, ignorując swoje odbicie w stalowej powierzchni, otwieram drzwi. Mój wzrok wędruje po półkach w poszukiwaniu czegoś nadającego się do spożycia. Czuję na sobie wzrok psychologa.  Czy on musi się na mnie gapić? Jestem tak chwiejny psychicznie, że zaraz wyjmę skądś nóż i zacznę mu nim grozić? Gonić go po domu z ostrzem w rękach i okrzykiem na ustach typu "Zdychaj szkarado! Twoje dni są policzone!" ? Nie wydaje mi się. Chociaż... muszę to kiedyś wypróbować. Jak już stwierdzę, że właśnie w taki sposób chcę przełamać swój celibat milczenia, to czemu nie? Zawsze to jakiś dziwny i dosyć spektakularny sposób skończenia z Done'em. Chcę być młodocianym mordercą?
 Nie wyobrażam sobie siebie w takiej sytuacji.
 O proszę. Co ja tu w tej lodówce widzę. Talerz z jedzeniem. Hah. Psychologowi przyniosła, a mi nawet nie raczyła zaproponować. Obcy traktowany lepiej ode mnie. No cóż, ale obcy nie sprawia nikomu problemów wychowawczych i nie szarga niczyjego imienia. A czy ja też nie jestem obcym w tym domu?
 Może faktycznie czasami lepiej nie myśleć...
 Zamiast "obiadu" biorę butelkę z wodą i kolejną sałatkę. Tym razem z tuńczykiem.
 Chyba tylko ja się tak odżywiam. Wyjadam opiekunom sałatki z lodówki, a oni nawet się nie orientują, że to ja.
 Wymijam obojętnie Sierrę, stojącego w kuchennych drzwiach i przechodzę przez salon. Wspinam się po schodach.
 Jak ten blondyn zaciągnął mnie tak szybko na dwór? Kolejna tajemnica do rozwikłania. Nie pamiętam nawet szczegółów. Napady paniki są tak magicznie mocne.
 Piwnooki podąża za mną w milczeniu. Nie ma już o czym mówić? Tematy na dzień się mu skończyły? A może musi wszystko planować z wyprzedzeniem, zapisywać na papierze przemowy, uczyć się ich i ćwiczyć przed lustrem? Hmmm... A może by tak zrzucić go ze schodów? Odczepi się wtedy? No od podłoża z pewnością, ale czy ode mnie? Zawsze jakieś rozwiązanie i to już drugie. Ciekawe pomysły dzisiaj mam...
 Wspinam się po stalowych schodach i wpatruję się w ścianę, do której są doczepione. Jest ona cała wyłożona ciemnym, szarym kamieniem. Czyżby grafit?
 Zagłębiłem się w korytarz, przeszedłem obok krzesła, które stało koło mojego pokoju, otworzyłem drzwi, wszedłem do środka, i zatrzasnąłem je za sobą. Niech ten pies, Sierra, śpi przy nich. Won od mojego pokoju. Waruj, piesku, waruj!
 Siadam na swoim błękitnym łóżku i zaczynam jeść.
 Czemu ludzie tak zwanego sukcesu nie zakładają dużych rodzin? Nie mają na to czasu. Nie mają na to chęci. Taka dziwna sprawa, zważając na to, że osoby które zarabiają więcej często mniej pracują, chyba że wpadają w pracoholizm. To już inna sprawa. A może tak na prawdę po prostu boją się stałego związku?
 Dlaczego dobra kariera jest zwykle naszpikowana serią nieudanych związków, zdrad, bękartów i innych takich? Ja wiem, że w niektórych przypadkach kobiety sypiają ze swoimi szefami by pozostać "przy kasie" i wiążą się z nimi przysięgą, by na pewno im z ich sideł nie uciekł. To jest chore.
 Z innej strony tok myślenia chłopaka różni się od spojrzenia na sprawę dziewczyny. On patrzy bardziej na ciało, wygląd itp, a kobieta woli kierować się uczuciami. Niestety znowu są tu odstąpienia od reguły.
 Każda osobowość zależy od wielu czynników- środowiska, kultury, rodziny, opinii, mody itd.
 Bardzo łatwo jest wpłynąć na naszą psychikę. Ciągle się kształtujemy i wszystko ma na nas wpływ, choć możemy się tego wypierać.
 Czy psychikę da się trenować? Czy to jednak zbyt delikatna sprawa by w nią ingerować? Zakończyłoby się coś takiego samobójstwem?
 To mógłby być problem.
 Pukanie.
 Patrzę na drzwi przymrużonymi, czarnymi oczami. O co mu chodzi? Czemu grzecznie nie poczeka pod drzwiami?
- Willow, wpuść mnie do środka.- Spokojny, opanowany ROZKAZ Sierry. Nie podoba mi się to.
 Rozkaz.
 Rozkaz...
 Rozkaz?
 Czemu próbujesz mi  rozkazywać?
 Czuję się z tym nieswojo, a najgorsze w tym wszystkim jest, że mam ochotę spełnić to żądanie. Jakbym się bał, że jeśli tego nie zrobię on zniknie i wszystko się skończy. Odejdę w zapomnienie i znowu nie będzie kogoś takiego jak "Willow Blackburn".
 Czy ja czasem nie chciałem świętego spokoju?
 Dlaczego człowiek jest istotą społeczną?
 Nie chcę być człowiekiem, ale czy mam jakiś wybór? Już tego nie zmienię.
 Cholera. Nie będę mu posłuszny!
 Nie mogę jednak nic poradzić na to, że mój wzrok ciągle wraca do tej cholernej klamki.
 Zaczynam się denerwować.
 Jak ja nienawidzę się wahać.
---
---

Alfa: Jakoś tak mi się to spodobało. Niebieskie łóżko jest. Jakaś postać na łóżku jest, więc myślę, że może być. *Wgapia w obrazek z satysfakcją*. W końcu udało mi się przepisać ten rozdział. To naprawdę trudne. Zwłaszcza robienie tego bez Bety. *Wzdych*
Drzewek: Dlatego właśnie przepraszamy za opóźnienie, choć dość mocne mam wrażenie, że tylko my tego bloga czytamy i tylko nam na nim zależy, ale no cóż. Zdarza się.* Siedzi na parapecie i buja nogą*
Alfa: Może uda nam się w sobotę wrzucić kolejny rozdział, ale tego to już na prawdę nie wiemy, bo to wszystko zależy od sytuacji w jakieś się znajdziemy i tak dalej.
Drzewek: A nikt z nas jasnowidzem nie jest, więc trzeba żyć ze świadomością, że trzeba nie dość, że się upominać o rozdziały, to jeszcze dopingować drogą Mirai przy przepisywaniu.
Alfa: No cóż. Ja też człowiek, nu nie?
Drzewek: Wierz w to dalej, wierz...
Beta: *Wpada zdyszana* Przepraszam, co mnie ominęło? *Patrzy na ekran* Aha... Już skonczyliście, dobra.

W tej części postu znajdują się wycięte sceny z tekstu. Jeśli ma ktoś ochotę może poczytać. Naszej grupie bardzo to poprawiało nastój. Jednakże zrozumiem, jeśli takie właśnie przerywniki zakłócają komuś odbiór tekstu. To na tyle~~ 

"Althea mnie nie uznaje, brzydzi się mną. Ojczym istnieje tylko dla niej. Nic go do tond innego nie interesowało, aż nagle ... puff!... coś się zmieniło."
--->-<---
Drzewek: Puff!!!! Puff!! Pojawia się i znika, i znika, i znika! Puff! *Rozpływa się w obłoczku dymu*
Alfa: Obłoczek dymu. Spaliłeś się? Serio? *Nie dowierza temu ogromowi głupoty.*
Drzewek: Puff! *Pojawia się za nią* No weeeź! Przecież wiem, że ty też lubisz to słowo! Puff! *Rozpływa się*
Alfa: Pff...
Drzewek: No Puuff! Nie pff!
Alfa: Puff?

Alfa: Dobrze wiedzieć. *Wgapia w "tabliczkę"* Jeff, masz zaburzenia psychiczne, zdajesz sobie z tego sprawę? *Odwraca się w stronę kolegi*
Drzewek: JA i zaburzenia? No chyba coś ci się pomyliło. *Cofa się o krok*
Alfa: Ciekawe czy da się to naprawić...
Drzewek: No nie wiem czy tak do końca ciekawe...
---
Gonić go po domu z ostrzem w rękach i okrzykiem na ustach typu "Zdychaj szkarado! Twoje dni są policzone!" ? (...)
Nie wyobrażam sobie siebie w takiej sytuacji. ( D: Nie tylko ty... )
---
Zamiast "obiadu" biorę butelkę z wodą i kolejną sałatkę. Tym razem z tuńczykiem (A: Kocham tę jego dietę <3 )
Drzewek: No pomijając, że ta jego dieta nie jest dietą i jest bardzo nie zdrowa to nikt ci nie zabrania tej jego "diety" nie kochać. *Wzdych*
---