Czemu ja cokolwiek czuję? Przecież jestem bezosobowy. Nie rozumiem tego. Nie powinno tak być. W końcu życie w milczeniu, spokoju, obojętności do czegoś zobowiązuje. Ja chcę taki być. Nie chcę czuć.
Dlaczego?
Bo gdy coś czujesz jesteś podatny na zranienie.
Nie chcę być raniony. Nie chcę, by ktoś słowami sprawiał mi ból. To jest najgorsze co może być. Czuć.
Myślałem, że pójdą spać. Dadzą spokój. Odwalą się. Tak, jak robili to wcześniej. Mnie odpowiadał brak zainteresowania. A teraz? Nie dość, że nie spali, jak na porządny ludzi przystało, to jeszcze zapewne otworzyli drzwi od mojego pokoju. Logicznie rzecz biorąc, inaczej dawno leżeliby w łóżku.
Dobrze wiedzieć, że następnym razem muszę zostawić klucz w zamku by nie dostali się do środka szaro-niebieskiego pokoju.
Patrzę na kanapę, na której siedzą ojczym z matką i mężczyzną, którego nigdy wcześniej nie widziałem.
Nie zauważyli mnie jeszcze.
Dobrze? Czy źle?
Jakby tak nad tym pomyśleć...
Źle- Ponieważ miałbym tę "dziwną" rozmowę za sobą.
Dobrze- Są tak zajęci sobą, że znikomą szansę na zaszycie się do momentu, aż sobie pójdą.
- Często tak znika?- Głos tego obcego faceta. Blond włosy i biała koszula. Resztę zakrywała popielata kanapa.
-Z tego, co zaobserwowaliśmy, nie wychodził nigdy z pokoju. Ani razu do nas nie zszedł z własnej woli. Od dawna z nami nie rozmawiał. Nie mieliśmy ze sobą żadnego kontaktu.- Aron wymawiał te słowa z całkowitym spokojem i ... najwidoczniej przejął kontrolę nad "wspólnym" zdaniem jego i Amji.
Kim, do cholery, jest ten blondyn?
-Rozumiem. Czy ma w pokoju komputer, a na nim jakiś komunikator? Konto na portalu społecznościowym? Korzysta z telefonu? Internetu?- Nieznajomy pochylił do przodu. Profesjonalny ton głosu, brak zbędnych emocji, no może to dziwne, zawodowe zainteresowanie.
- Jedyny komputer jest u mnie w gabinecie, a moja żona wychowywała dzieci bez kontaktu ze światem wirtualnym. Telefon skonfiskowaliśmy, nie chcąc by nas od niego oddzialał. Chcieliśmy dać mu czas do namysłu nad nową sytuacją w domu. By mógł pogodzić się z tym, że teraz ja jestem jego ojcem. Chłopak, co prawda, nigdy za mną nie przepadał, dlatego też starałem się dać mu trochę czasu na zaakceptowanie mnie. Nigdy na niego nie naciskałem.- Aron. Ten dupek. Czy on uważa, że jest taki mądry? Dupek.
- Czyli nie zaakceptował tego.- Gdy ten obcy blondyn to mówił, w jego głosie dało się usłyszeć zrozumienie.
-Willow?- Mówi zaskoczona Amja. Brawo! Lalka Barbie jako pierwsza mnie zauważyła.
Stałem ciągle w miejscu. No nie ruszę się tylko dlatego, że ona mnie dostrzegła.
-Willow?- Blondyn powtórzył moje imię, obracając się w moją stronę. Jego uważne, piwne oczy wbiły się we mnie. Łagodny wyraz twarzy. Nie wyglądał na "strasznego" człowieka. Ale wyglądał na faceta z zasadami. Profesjonalista.
Wszyscy zwariowali.
Patrzą na mnie, a ja stoję nieruchomo. Kurde. Chyba zmienię imię na jakiegoś, no nie wiem, może "Drew"? Bardziej będzie pasować do zakolczykowanego Emo.
- Jestem Sierra Doneo. Będę twoim terapeutą. Miałeś mieć u mnie dzisiaj wizytę.
Super.
Poszedłem stamtąd w kierunku schodów.
Amja była zniesmaczona moim zachowaniem. Baba jedna myśli, że będę słuchał jak ten k**ewny terapeuta mówi?! Ja na prawdę mam go w d**ie i nie chce mi się tu sterczeć.
- Willow, zatrzymaj się!- Słyszę zdenerwowany rozkaz Arona.
Walcie się.
Kątem oka wyłapałem, że ojczym wstał i zrobił krok w moją stronę.
Został powstrzymany przez Sierrę.
Wszedłem po schodach. Ja chcę do pokoju...
- Zostawcie go, ja z nim porozmawiam. Najlepiej tu zostańcie.
Sierra. Nie idź za mną cholero!
Zatrzasnąłem za sobą drzwi i zamknąłem je na klucz. Położyłem się na brzuchu na niebieskim łóżku. Niebieska łódź na wzburzonym, błękitnym morzu. Wzbórzony był nie tylko dywan, ale także ja w środku.
Pukanie.
-Wpuścisz mnie do środka?- Głos blondyna. Spokojny, uspokajający, profesjonalny.
Nie odpowiedziałem. Leżałem w ubraniu na pomiętej pościeli.
-Dobrze, ja tu będę czekał. Jak zechcesz porozmawiać, wpuść mnie do środka.
I tyle. Ani się nie dobijał, ani nie krzyczał. Po prostu ... czekał?
Leżałem nieruchomo na łóżku zamkniety w pokoju.
Dlaczego ten facet tu przyszedł? Czemu? O co `mu chodzi? To tylko jego praca... No tak. On tak zarabia na swoje utrzymanie, dlatego... nie powinienem się martwić.
Jeżeli ma zamiar tylko siedzieć pod drzwiami, to nic nie zdziała.
Uspokoiłem się. Znowu ogarnęła mnie obojętność.
Po co się zakmnąłem? Tylko pokazałem temu Sierrze, że coś czuję. Nie tak powinienem to zacząć. Przecież mam na wszystkie wywalone. Czemu myślę, że coś powinienem zrobić? Nie wiem. Gościu i tak, i tak NIC o mnie nie wie, i ... nie usłyszy moich myśli. Nawet jakby nie wiadomo jak chciał.
Przewróciłem się na plecy. Wpatrzyłem się w szary sufit. Szarość.
Jak mam się teraz czuć?
Zwykle o tej porze jem. Taa, ale skoro ten facet zamierza nie wiadomo ile sterczeć mi pod drzwiami, to marne szanse na to, bym bez otwierania drzwi dostał się do jedzenia.
Przyszedł nam do domu. Znaczy moim rodzicom, pff... OPIEKUNOM. Ciekawe ile mu zapłacili?
Każdy robi wszystko dla pieniędzy. Dla wszystkich tylko to się liczy.
No dobra. Istnieją wyjątki takie jak ja...
Jest już późna noc, a ja nie potrafię zasnąć. Znowu chciałbym się patrzeć na gwiazdy, ale ten Sierra może usłyszeć dźwięk otwieranego okna. Chyba, że śpi...
Trochę tam już siedzi. Z pewnością śpi. Nie wierzę w to, że aż tak chciało mu się pilnować, czy otworzę te dupne drzwi.
Tak myśląć o czymś związanym z tym facetem... Co on tu robi w środku nocy? Chyba ma jakieś życie prywatne? Co, oprócz pieniędzy, go tu trzyma?
Siadam na krawędzi łóżka.
Łódka i kudłate morze.
Ten błękit mnie irytuje, szarość z resztą też. Bo zawsze coś jest szare. Ściany, lodówka, stal, dodatki, kot... Ciągle coś. A błękit ..? Taki sztuczny. Zupełnie inny od koloru nieba.
Nic mnie nie martwi, ale... jestem trochę głodny.
Powoli zbliżam się do drzwi. Chcę sprawdzić czy ten facet dalej tam siedzi.
Wszystkie dźwięki, jakie mogłem wydać, tłumił dywan.
Przyciskam ucha do drzwi . Przymykam oczy i nasłuchuję. Jest tam, czy go nie ma?
To musi dziwnie wyglądać. Dziecko w czerni z glanami na nogach, tonących w kudłatym morzu, stoi przy drzwiach i nasłuchuje.
Chyba wejdzie mi to w nawyk. Nasłuchiwanie. W końcu jestem intruzem. Musiałem to przyjąć, a teraz, gdy się już do tego przyzwyczaiłem, oni próbują mnie zmienić. Ja swoje wiem i żaden terapeuta mi oczu nie zamydli.
Słyszę czyjś oddech.
To musi być ten Doneo. Dlaczego on tam ciągle siedzi? Przecież to chore...
Pracoholik?
Kładę dłoń na klamce.
Otworzyć mu? Przecież mi to nic nie zrobi, a on i tak tam po prostu siedzi.
Otworzyć?
---
---
Alfa: Pierwsza scena z Sierrą ..
Beta i Drzewek: <33333
Alfa: Nie wiem czemu, ale...
Beta: Każdy kocha Sierrę!
Drzewek: *Kciuk do góry* 3 razy tak.
Beta: Pan przechodzi dalej.
Bez zbędnych komentarzy, wylewny będę może kiedy indziej. Tak tylko anonimowo zauważę, że tu ojciec mówi, że telefon został synowi skonfiskowany, a kilka rozdzialików wcześniej sam Willow informuje nas, że telefon po prostu się popsuł.
OdpowiedzUsuń/qazqweop
Och, no to Anonimku...Z góry mówię ci, że nie jest powiedziane, że Willow ma tylko jeden telefon, a także to, że jego telefon został skonfiskowany nie oznacza, że w czasach, w których był jeszcze normalnie funkcjonującym chłopcem nie kupił sobie drugiego telefonu by zostać w kontakcie ze światem. Tak samo, jeśli było napisane, że mu się zepsuł także nie mamy jak zakładać o co konkretnie chodziło, ale dziękuję za wychwycenie tej nieścisłości. Jak będę miała czas to albo to trochę zmienię, albo wytnę, albo (niestety) mogę niechcący o tym zapomnieć. I jeśli zamierzasz się wypowiadać w komentarzach do kolejnych postów to będzie mi miło. ^-^ Nuuu, to dziękuję. / Alfa
OdpowiedzUsuń