* * *
-Ari... Czy to poskutkuje?- Słyszę głos przydużej lalki Barbie.
-Psycholog to najlepsze. Doneo to mój najlepszy przyjaciel. Będziemy o wszystkim informowani na bierząco, kochanie. Z resztą obiecałem ci, że zrobię wszystko, co w mojej mocy, by spełnic twoje marzenie o idealnej rodzinie.- Obrzydliwy odgłos pocałunku.
-Ari, boję się, że mu to jeszcze bardziej zaszkodzi...
-Myślę, że już nic nie może Willow'owi bardziej zaszkodzić, co najwyżej pomóc. Nie mamy się czym martwić na zapas, poczekajmy do jutra.
Siedzę w łazience. Przed chwilą wymiotowałem. Ciągle czuje ten nieprzyjemny, cierpki smak żółci na podniebieniu. Nawet umycie zębów nic nie dało.
Nie myśląc dłużej o tym smaku... Pierwszy raz od dłuższego czasu słyszę czyjąś rozmowę na MÓJ temat. Nie za bardzo mi się to podoba.
Więc ten "pomysł" z psychologiem wypłynął od ojczyma. Marzenie o "idealnej" rodzinie? Naćpali się czegoś?
Aron Sullivan.
Chyba nigdy go nie lubiłem.
Marzenie o idealnej rodzinie. No ja nie mogę, Czy ta głupia Amja, moja "matka", ma aż tak pusto we łbie? Zachowuje się jak jakaś nastolatka. Choć co ja się dziwię? W końcu to blondynka.
- Aronie... Jesteś taki kochany...- Głos mojej opiekunki był taki przesłodzony. Zrobiło się niedobrze.
Muszę przyznać, że trudno jest sie przyzwyczaić do tego, że twoja rodzicielka przelizuje się z jakimś obcym mężczyzną.
Znowu napadła mnie ochota pochylenia się nad muszlą klozetową.
- Wiem, moja kotko, wiem.
Zaczeli się całować. On chce przelecieć tę lalkę kolejny raz. Proszę bardzo, tylko nie tutaj.
- Ari, kto mu powie o tej sesji?- Amja najwidoczniej przestała miziać się z kochankiem.
To jednak nie tylko seks im w głowie.
No ciekawe kto mi powie? Czy oni naprawdę myślą, że rozmowa coś da? Ludzie są naiwni. Ci nawet mnie nie znają. Niech próbują.
-Ja z nim porozmawiam, Amjo... Nie martw się tym, dobrze?- Głos Arona był taki... dziwny. Nie umiem określić czym jest przesiąknięty.
Zapałem? Nie. Obojętnością? Napewno. Złością? Trochę. Radością? Za nic. Pewnością siebie? A to z pewnością.
Hormony ludzkie są dla mnie takie... niezrozumiałe. Czy zależą od nich WSZYSTKIE nasze emocje? A jeśli tak, to skoro ja praktycznie niczego nie odczuwam, to... barkuje mi hormonów w ciele? To może być wytłumaczenie... jakieś.
- A teraz zjedzmy w końcu to śniadanie. Zrobimy wszystko na spokojnie. Nie ma co się śpieszyć z tą rozmową.
K**wa. Czyli będą w kuchni, czyli będę musiał koło nich przejść, czyli ojczym zapewne zechce skorzystać z okazji i przeprowadzić ze mną "rozmowę", która tak na prawdę będzie monologiem. Idąc tym tropem,
wynika z tego, że pierwszy raz od roku spojrzę na nich, a oni zobaczą mnie.
Bo od kiedy ich unikam? Już chyba trzeci rok.
Nigdy się na tym za bardzo nie skupiałem. Zwyczajnie jestem apatyczny, więc co mnie obchodzi upływ czasu? Oprócz zmian pór roku nigdy nic mnie nie interesowało. Czemu więc irytuje mnie to, że będę musiał przejść przez salon?
Chcę świętego spokoju. Dlatego zademonstruje to, jak bardzo mam ich w d**ie.
Patrzę w swoje odbicie w lustrze. Czarne, rozczochrane włosy, czarne oczy, długie rzęsy, brak wyrazu twarzy, blada cera, czarna, rozciągnięta koszulka z tekstem rockowym, rurki, bose stopy. Szkoda, że nie mam ze sobą glanów, ani skóry. Pewniej i bezpieczniej bym się czuł, choć dalej bezosobowo.
Otwieram drewniane drzwi z małymi matowymi okienkami, ciągnącymi się od góry do dołu. Wychodzę na korytarz. Gapię się chwilę na wiszący na przeciwko obraz, który przedstawia dżunglę, tonącą we mgle. Wielkie pnie drzew wyłaniają się gęstej, mlecznej substancji. Ich ciemnozielone gałęzie, owinięte pnączami tworzyły ciekawe wzory.
Piękny krajobraz. Chociaż fajniej byłoby zobaczyć to na własne oczy, ale to tylko takie przemyślenie. Nic nie znaczące.
Drzewa są teraz regularnie ścinam. Te piękne rośliny, cechujace się twardością, niemotą, pięknością, trwaniem, wielkością, ciagłym rozrastaniem.
Chciałbym być takim drzewem. Nie musieć sie niczym martwić. Zatonąć w przemyśleniach, milczeć, być nieczułym na uwagi. Nie musiałbym się wtedy niczym martwić. Choć w sumie to się nie martwię. Teraz tylko myślicielem.
Czyżbym był tym, upodobnionym do drzew?
Choć nie jestem piękny, choć nie jestem wielki, ale tak jak one jestem niezauważany. Nie chcę zostać dostrzeżony. Nie zależy mi.
Powoli idę w stronę salonu, a co za tym idzie do kuchni i do schodów.
Ciemnoszare ściany są przyozdobione pasem zieleni przy podłodze. Szarość?
Wchodzę cicho do salonu i od razu nie wiadomo dlaczego zwracam na siebie uwagę. Patrzą na mnie dwie pary oczu: zielone- Amji, brązowe- Arona.
Zauważyli mnie. Czyżbym zachował się ciut za głośno? Czy też moje "ciche" wejście aż tak ich zdziwiło?
Specjalnie to wszystko ignoruję i kieruję swe kroki w stronę schodów. Tak, niech wiedzą, że ich słyszałem.
Kątem oka widzę co wyrażają ich twarze.
Amji- Szok, zaskoczenie, zdruzgotanie, aż po lekki niesmak.
Czyżby moja rodzicielka jest mną obrzydzona?
Aron- Spokój, pewność siebie, gotowość, lekkie spięcie.
Dla tego mężczyzny nic nie znaczę. Jestem dla niego kimś takim jak ... karaluch, który psuje mu wrażenie czystej podłogi. Mała kropka na podłodze, którą można czymś zakryć, ale najlepiej byłoby zdezintegrować.
-Willow.
Moje imię w ustach ojczyma. Niezbyt dobrze, aczkolwiek nic mi nie zrobią. Nie mogą.
Odwracam się w ich kierunku i po prostu na nich patrzę. Ja nic nie powiem. Mówcie sobie. Możecie być pewni, że posłucham, ale nic więcej nie zrobię.
- Jutro jesteś umówiony na spotkanie z psychologiem.- Mówiąc to, Aron trzymał za rękę Amję. Chyba tak ją uspokajał. Mu to nie było potrzebne. Jest zbyt pewny siebie. To aż obrzydzało.- Zawiozę cię tam na 11. Pierwsza sesja potrwa z dwie, najwyżej trzy godziny.
Nie odzywam się. Nie protestuję. Dlaczego? Po pierwsze nie miałoby to najmniejszego sensu, bo ten mężczyzna nie odpuści. Po drugie ja nie zamierzam pomagać mu w "odnowieniu" więzi rodzinnych. Może spróbować, ale kiedyś sobie odpuści. Zrozumie, że to, co robi, nie pomaga.
Chyba byli zaskoczeni, że przyjąłem to z takim spokojem. Po prostu na nich patrzyłem.
- Zrozum, że się o ciebie martwimy. Chcemy ci pomóc, a ten człowiek pomoże nam do ciebie dotrzeć, Willow.
Willow.
Damskie imię. Moje imię. Jestem chłopakiem z damskim imieniem. Czy matka aż tak chciała bym był dziewczynką? Tak bardzo, że aż po moich narodzinach nazywa mnie jak kobieta? Uroki Ameryki? W końcu tutaj nie potrafią rozróżniać czy dana nazwa jest damska czy męska. Jeśli chłopiec może mieć na imię "Maria", a dziewczynka "Collin" to nic nie stoi na przeszkodzie nazywać mnie "Willow'em".
-Twoja matka boi się o ciebie, Willow. Chcemy by nasza rodzina była kompletna, a ty także jesteś jej cześcią.
Matka się o mnie boi? Czy też boi się mnie? Te moje kolczyki najwidoczniej ją obrzydzają, ale co mi do tego?
Nigdy nie będę częścią tej rodziny. Oni najwidoczniej tego nie rozumieją. Już dawno zatrzasneli mi drzwi przed nosem, a teraz skoro chcą je otworzyć, z łaski swojej, to nie skorzystam. Litość nie jest dla mnie czymś, co przyjmuję. Bo ten, nad kim się litujesz, jest według ciebie słaby.
Ja może i jestem słaby, ale nie muszą mi tego udowadniać. Tak do mnie nie dotrą. Z innej strony. Ja ich do siebie nie dopuszczę, a bez mojej woli niczego nie dokonają.
-Rozumiem, że czujesz się w mojej obecności niekomfortowo, ale jestem teraz twoim ojcem i dla mnie niemozliwością jest to, co robisz ze swoim życiem. Dlatego pozwól mi razem z tobą to skonczyć.
Gdy Aron "przemawiał" Amja patrzy na mnie tak, jakby czekała na jakąkolwiek pozytywną reakcję. On ma poważny wyraz twarzy, który doskonale pasował do czarnego garnituru i szarej koszuli. Jego brązowe włosy są ułożone na tonę żelu. Amja jest ubrana w koktajlową sukienkę z przydużym dekoltem. Jej szyję zdobi naszyjnik z ogromnym rubinem,splatała "spazmatycznie" swoje palce z jego. Blond loki są idealnie ułożone na głowie.
-Dlatego jutro pojedziesz na tę sesję. Po to, byś w końcu podniósł sie i poukładał sobie życie. Ja zrobię wszystko, by ci pomóc.
Założę się, że po prostu chce zdobyć zaufanie Lalki Barbie by ją ponownie przelecieć. Nie będę tego delikatniej określał. Po prostu chce poczuć chwilowe spełnienie. W końcu tylko wokół tego obraca się ich związek. Seks, pieniądze i narkotyki. Używki w ruch. Phi.
-Willow, proszę, powiedz cokolwiek!- Amja przerywa swojemu partenrowi w czasie przemowy. Jest zaniepokojona. Nie rozumie mojego zachowania i to ją chyba przerażało.
Nie reaguję. Nadal stoję w miejscu, na podgrzewanej podłodze i patrzę na nich bez wyrazu.
- Willow, proszę ... odezwij się!
Jest chyva bardziej irytująca od ojczyma. Nie zamierzam się odzywać. Nie widzę potrzeby. Tak, jak nie widzę sensu w tym, bym ciągle tu stał.
Odwróciłem się i zacząłem wchodzić po schodach.
- Willow, stój. Nikt nie pozwolił ci iść.- Stanowczy głos Arona.
- Willow, wracaj!- Słyszę za sobą nieco piskliwy rozkaz matki.
Nie zareagowałem. Wchodzę do pokoju. Trzaskam drzwiami. Jestem spokojny, bezosobowy, niemy ... jak drzewo.
---
---
Alfa: Początkowo miało to być zdjęcie Dżungli we mgle, ale że jeden z członków ekipy edytującej był straaasznie głodny- Szczegół, że wszyscy byli głodni.- Zostało tu wstawione zdjęcie budyniu, który zjedliśmy.
Drzewek: *Leży na podłodze i płacze ze szczęścia nad napoczętą michą budyniu*
Alfa: A ty co ryczysz?
Drzewek: Bo widzisz. Ta obojętność Willisia mnie tak strasznie rozczuliła. Był taki kawaii, że moja druga strona zachciała go zjeść zamiast budyniu. Achh *wzdycha* Mój budyń~
Beta: ...
Drzewek: Jako, że nasza Beta komentowała cały rozdział na bierzaco pod koniec zamilkła.
Beta: Nie prawda! Ja nadal gadam!
Drzewek: Zaginamy rzeczywistość *Pokazuje język*.
Beta: Dzięki. Oddawaj budyń. *Wyrywa*( Wyrywam laski *śpiewa*)
Alfa: Gdyby wzrok umiał zabijać...
Drzewek: M-mój b-budyń... *Siedzi na dywanie, który JEST BARDZO MAŁY, i płacze.* i co ja mam teraz jeść? Skrzypiącą podłogę?
Beta: Podłoga skrzypi tylko w jednym miejscu, nie przesadzaj. A budyń jest mój.
Alfa: Życzymy wszystkim miłej nocy. *W tle slychać śpiew ptaków i świeci słońce. A pozostała dwójka ekipy zakłóca ten piękny krajobraz kłócąc się o miskę budyniu* ( Drzewek: To była MICHA)
***
W tej części postu znajdują się wycięte sceny z tekstu. Jeśli ma ktoś ochotę może poczytać. Naszej grupie bardzo to poprawiało nastój. Jednakże zrozumiem, jeśli takie właśnie przerywniki zakłócają komuś odbiór tekstu. To na tyle~~
***
"Chcę świętego spokoju. Dlatego zademonstruje to, jak bardzo mam ich w d**ie."
---- Komentarz od procesorka---
Beta: Że mu się wszyscy tam mieszczą.
Cisza w pokoju i ogólny brecht.
----Koniec komentarza---
"Piękny krajobraz. Chociaż ..."
---- Bo Jeffek jest głodny---
Drzewek: Chociaż... budyń byłby lepszy...
----Jeffek zajął się podziwianiem lizaka---
"... fajniej byłoby zobaczyć to na własne oczy,..."
" Aron- Spokój, pewność siebie, gotowość, lekkie spięcie."
---- Znowu Drzewek ~> ---
Drzewek: Mimo, że ten kolo nie umie odczytywać jego nastroju, to stwierdzam, że Aron właśnie gotuje się do podbicia Kartaginy z obcęgami w zębach. Albo może garnek mu się przypalił? Kto to wie... Aron w fartuszku w kwiatki. hahaha.
----Jeffek tarza się po podłodze, więc mamy go z głowy---
"Jego brązowe włosy są ułożone na tonę żelu (Alfa: Procesorek się przy tym upierał...) Amja jest ubrana w koktajlową sukienkę z przydużym dekoltem. Jej szyję zdobi naszyjnik z ogromnym rubinem,( Drzewek: Nasza kumpela lubi jak coś jest DUŻE i czegoś DUŻO) splatała "spazmatycznie" swoje palce z jego. Blond loki są idealnie ułożone na głowie."
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz