Translate

Współtwórcy

poniedziałek, 31 marca 2014

Rozdział 1 ,, Ten, zagubiony w świecie,,



  Budzę się rano. Jestem niewyspany. Zmęczony. Poirytowany. Taki, jak zawsze.
  Leżę nieruchomo w łóżku, wpatrując się w przygniatający mnie do ziemi szary sufit. Słyszę dźwięki, mówiące mi o tym, że domownicy wstali i rozchodzą się w miejsca pracy, wyjątkowo do szkoły.
  Nikt się mną nie interesuje i mi to pasuje. Pasuje mi to, że ojczym gdzieś wyjechał. Pasuje mi to, że matka wiezie do szkoły rozpieszczoną siostrę. Nic mi w tym nie przeszkadza. Mam dopiero 17 lat. Jestem naprawdę młodym członkiem społeczeństwa. Choć nie czuję się jego częścią i nie dbam o to, czy jakoś się ogółowi przysłużę.
  W końcu podnoszę się, ubieram w to co zwykle, wiążę glany i schodzę na dół. W lodówce, która ma ten dupny szary odcień, nic nie ma.
  Kuchnia jest tu połączona z salonem, który jest na tyle duży, że można w nim spokojnie grać w mini hokeja. Szarość. Wszędzie ta szarość. To, że ja jestem szary wewnątrz i na zewnątrz, nie znaczy, że moje otoczenie też musi takie być. Ale stało się i dom jest szary. Mój pokój również. Szarość.
  Stylowe czarne, skórzane kanapy stoją wokół szklanego, usianego gazetami stolika. W rogu, pod prawą ścianą jest regularnie uzupełniany barek. Idealny na domówki. Ale hause party nigdy mnie nie interesowały. Nie mam nawet z kim imprezować, więc… zwyczajnie nie imprezuje.
  Pod ścianami stoją małe palmy, które powinny nadać pomieszczeniu trochę przyjemniejszy wygląd. Ściany z obrazami są podświetlane od dołu przez lampy. Impresjonizm. Barwne plamy na płótnie. W tym miesiącu przedstawiają martwą naturę. Lasy. Mise z owocami. Łąki. Plaże. Pustynie. Góry. Klimaty tak uwielbiane przez moją ,,matkę,,. Przez tę lalkę barbie. Na komodach z poustawianymi kieliszkami znajdują się te zdjęcia. Zdjęcia, na których nie istnieje. Nie ma mnie. Już nikogo nie interesuje.
  Wypijam kawę. Mocną z cukrem. Zjadam kanapki. Nie czuje tego, co jem. Jestem bardzo ograniczony smakowo. Dla mnie niemalże wszystko smakuje jak papier.
   Wychodzę. Nie na widzę siedzieć w domu. Ta szarość mnie przygniata. Moje rozważania zabieram ze sobą. Nigdy nikt się w to nie zagłębi, ani mi tego nie odbierze. To jedyne co mam tylko dla siebie.
   Kieruje się do pobliskiego parku. Zapuszczonego parku. Miasto nie wydaje pieniędzy na odbudowę takich rzeczy. Pewnie kiedyś sobie przypomną o tym miejscu i zepsują cały jego urok. Na razie drzewa pną się tam gdzie chcą. Trawa jest bujna i długa. Nikt jej nie przycina. Może swobodnie wyciągać się ku słońcu.
 Czasami nawet ludzie nie mają aż tak wielkiej swobody w działaniu.
  Chwasty walczą o teren z polnymi kwiatami. Czasami widać przebiśniegi i krokusy. Biel. Żółć. Fiolet. Dzikie wiśnie usiane są białymi kwiatami. Od czasu do czasu widać drzewa w różu, zieleni,  żółci.
   Wczesna wiosna.
   Torba, którą nie wiem po co zabrałem ze sobą, obija mi się o bok. Włożyłem tam podręczniki. Nie mam pojęcia dlaczego. Skórę mam rozpiętą. Nigdy się z nią nie rozstaje. Jest to chyba część garderoby, pomijając glany, która daje mi jako takie poczucie bezpieczeństwa. Moje małe dziwactwo. Choć jak tu mówić o małym dziwactwie skoro ja cały jestem dziwakiem?
  Szukam sobie miejsca. Miejsca, w którym przeegzystuje kolejny dzień. Kolejny mały azyl. I w końcu docieram do czegoś co jako tako mnie satysfakcjonuje. Wzniesienie. Ławka, a raczej jej resztki.
  Znowu olałem szkołę. Nie wiem kiedy przestało mi zależeć. To było tak dawno. Sam się sobie dziwię. Dołączam do grupy bezmózgowców. Będę kolejnym niewykształconym nastolatkiem.
  Inni robią coś takiego, by pokazać znajomym jacy to oni mocni. Pochwalić się niezależnością. Zapalić. Uchlać się. Naćpać.
   Na samą myśl wywracam oczami.
   Mi po prostu nie zależy. Czy o moim poziomie inteligencji mówią oceny? No chyba nie.
   Siedzę w tym zapuszczonym parku na jakiejś rozwalającej się ławce, bez belek do siedzenia. Przycupnąłem na oparciu. Zielona ławka, obdrapana niemal całkowicie z farby mnie nie obrzydza. Moja czarna torba z wyszytymi czerwoną nicią swastykami, leży na ziemi. Książki walają się pośród trawy, wypadły z na wpół zapiętej torby. Nie chce mi się ich zbierać i tak z nich nie korzystam.
  Przez chwilę rozważam myśl nachlania się w samotności, ale szybko odrzucam ten pomysł. Nie lubię smaku alkoholu.
  Nigdzie mi się nie spieszy, więc trwam na ławce, przyglądając się przechodniom. Ojcowie z wózkami. Matki z dziećmi. Biegające ,,smarki,,. Palący nastolatkowi.
  Wszyscy zamknięci w swoich światach. Każdy ma coś, dzięki czemu odcina się od rzeczywistości. Alkohol. Seks. Narkotyki. Praca. Nauka. Książki. Wymieniać można bez końca.
   Od czasu do czasu ludzie rzucają w moją stronę dziwne spojrzenia, ale udaję, że tego nie dostrzegam. Wyglądam jak zwyczajne, zakolczykowane Emo w jeansach, glanach, skórze, bluzce z jakimś rockowym zespołem.
   Nawet mój wygląd nie pokazuje prawdziwego mnie.
   Dlaczego nikt nie próbuje do mnie dotrzeć?
   Dlaczego ja wszystkich odrzucam?
   Jestem bardzo aspołeczną osobą. Zamkniętą na innych. Każdy w końcu jest zajęty tylko sobą. Nikt inny go nie obchodzi.
   Nie mam żalu do rodziców o ten głupi rozwód. Byli ze sobą nieszczęśliwi. Rozumiem, ale… Teraz zostałem zupełnie sam. Kiedyś przynajmniej udawali, że im na mnie zależy. Zasypywali mnie gradem pytań. Kiedy wrócę. Jak w szkole. Co chcę na kolacje. Czy mam ochotę na lody. Czy chcę coś na urodziny. Jakie dostałem oceny. Wtedy mnie to wkurzało, ale teraz? W końcu zrozumiałem, że te pytania były dowodem ich rodzicielskiej ,,troski,,. Troski, która mnie wnerwiała, troski której teraz tak bym chciał, a równocześnie mnie nie obchodzi czy mnie nią obdarzą czy nie. Obdarzą? No tak. W końcu to dar, ale mnie już to nie dotyka. Niech mają sobie tę rozpuszczoną bachorzycę Altheę.
   Wcześniej to ja byłem rozpieszczany, a potem… okazało się, że są razem tylko ze względu na mnie i na tę dziewczynkę. Gdy po raz kolejny się na nich wypiąłem, oni wypieli się na mnie.
   Naturalny odruch każdego człowieka, odpłacić za krzywdę.
   Jedyne co mnie nurtuje to … jest to, że to właśnie ja odkryłem, że matka ma kogoś. Nie ma to jak nakryć matkę na seksie z zupełnie mi obcą osobą. Jednak okazało się, że było to całkiem normalne. W końcu ojciec także miał kochankę. Ja już nie potrafiłem z nimi tak żyć. Nigdy mnie nie interesowało ich współżycie, ale wydało mi się obrzydliwym to, że spali w jednym łóżku, jednocześnie się zdradzając. Wtedy stałem się zupełnie na nich obojętny. Niech się dzieje co chce. Ja ich nigdy nie potrzebowałem do szczęścia. Niech w końcu się zdecydują czy kochają siebie, czy kogoś innego. Ja chcę tylko spokoju.
   Zamiast skupić się na nauce i dopięcia wszystkiego na ostatni guzik, by chociaż jakoś związać koniec z końcem to ja… szlajam się samotnie po mieście.
   Co mnie czeka jutro?
   Zapewne to samo co dzisiaj.
   Beznadzieja mojego życia mnie dobija.
   Powoli park pustoszeje.
   Tkwię już kilka godzin w tym samym miejscu. Moje ciało zdrętwiało, ale nie zważam na nieprzyjemne odrętwienie.
  Latarnie, stojące po obu stronach drogi zarośniętego parku, zapaliły się. Wielkie, rozłożyste drzewa toną w ciemności. Ostatni, spóźnieni nastolatkowie, mężowie, emeryci spieszą do domów. Ja nadal siedzę na zniszczonej ławce. Książki do szkoły ciągle są rozsypane po ziemi.
  Nie obchodzi mnie chłód. Nic mnie nie obchodzi.
  Wiosenne noce bywają zimne, ale ja nawet nie zapinam swojej czarnej skóry.
  Na ciemnogranatowym niebie widać księżyc w pełni. Tyle gwiazd. Natura potrafi być naprawdę idealna.
   Nie odczuwam głodu. Przywykłem do tego, że w ciągu dnia, nic oprócz śniadania, nie jem. Może dlatego jestem taki chudy? No ale w końcu pulsujący głód zanika, więc da się tak przetrwać.
   Pijacy zaczynają szfędać się po parku.
 Na ciemnej ziemi dostrzegam jaśniejsze akcenty- przebiśniegi.
   Nie wiem ile zamierzam tu siedzieć. Przecież nic mnie nie obchodzi.
   Telefon zniszczyłem tydzień temu. Jakoś mi go nie brakowało, no jedynie brak muzyki lekko bolał.
    Jakoś trzeba tu przeżyć.
    Matka pewnie już jest w domu i jak zawsze, nie zauważyła mojej nieobecności. Nie ma co, troskliwa kobieta.
    Ironizuje. Całe moje życie jest przepełnione ironią.
    Jakoś tak wyszło. Jeśli powoli się staczam, albo już się stoczyłem, to nie moja wina. Nikogo też o to nie oskarżam. Jeśli sytuacja rodzinna może stłamsić to jestem tego najlepszym dowodem.
    Jest coraz zimniej. Wiatr porusza z szumem gałęziami drzew. Gołębie siedzą wśród listowia. Jakiś kot idzie cicho przez trawę, a ja ciągle siedzę na rozwalającej się ławce.
   Jest już pewnie koło 1, ale nie chce mi się stąd iść. Nawet jeśli zamarznę to nikt się tym nie przejmie.
  Bo kto miałby się zmartwić?
  Matka? Ojciec?
  Szmaty jedne.
  Niech sobie żyją własnym życiem. Nich zdradzają. Niech się parzą. Niech się kochają. Niech się gwałcą. Nie obchodzi mnie to. Tak jak nikogo nie obchodzę ja.
  Wpatruje się w nocne niebo. Mogę tu siedzieć godzinami.
   Ciemność już dawno mnie ogarnęła.
   Ciemność wciąż ogarnia mnie i tuli do swej piersi. Jest to jedyna tak dobrze znana mi rzecz.
   W końcu jestem tym zagubionym we świecie.
   I dobrze mi z tą świadomością.
   Nigdy nikt nie odnajdzie prawdziwego mnie.
---
---

Beta: Zapomnieliście się pokolorować.
Drzewek:Właśnie to robimy. Kolorowuje wszystko na różowo! *lata z różową kredką po pokoju i rysuje po ścianach* (Błąd był zamierzony)
...
Alfa: Zgubiłam Park. *Siedzi smutno przed komputerem i wgapia w ekran*.
Beta: No brawo... takie wielkie miejsce, a ty je zgubiłaś...*kręci głową*
Alfa: I co teraz? *Zwiesza głowę*
Beta: Szukaj go.

Alfa: Yey! Znalazłam parczek Willowa!*Skacze ze szczęścia*
Beta: No widzisz. Mówiłam, że dasz radę.
***
W tej części postu znajdują się wycięte sceny z tekstu. Jeśli ma ktoś ochotę może poczytać. Naszej grupie bardzo to poprawiało nastój. Jednakże zrozumiem, jeśli takie właśnie przerywniki zakłócają komuś odbiór tekstu. To na tyle~~ 
*** ----Drzewek komentuje, bo tak---
 Drzewek: Mam wrażenie, że wszyscy tak reagują po obudzeniu się.
~Epizodzik z rana~
 D: Która godzina? A: 9. D: Co tak wcześnie mnie obudziłaś?! *I dźwięk lecącego kapcia w stronę drzwi*. A: Kto rano wstaje temu Pan Bóg daje! *Chowa się za drzwiami*. D: Tak i to w pysk. Nie ruszam się stąd przed 13, zapamiętaj. A: Tsaaa. To zjem tę czekoladę sama. *Schodzi po schodach*. D:Czemu od razu nie mówiłaś, że masz czekoladę?! *Biegnie za nią z "wywalonym językiem"*
~Koniec epizodu~
Alfa: No cóż. Bycie współlokatorami ma swoje wady.*Westchnienie* I tak cię kiedyś zwiążę i wrzucę do piwnicy!
Drzewek: Uff. Co za szczęście, że jej nie mamy.
Beta: Chętnie wam ją wykopię. *Szatański uśmiech*
Drzewek: Mam się bać?
Beta: Możliwe...
----I po komentarzu---
 "Kieruje się do pobliskiego parku. Zapuszczonego parku. Miasto nie wydaje pieniędzy na odbudowę takich rzeczy. Pewnie kiedyś sobie przypomną o tym miejscu i zepsują cały jego urok. Na razie drzewa pną się tam gdzie chcą. Trawa jest bujna i długa. Nikt jej nie przycina. Może swobodnie wyciągać się ku słońcu."
----Z komentarzem---
Drzewek: Taka dłuuga, bujna i zapuszczona może być ludzka broda gostka, leżącego w zapuszczonym, dużym parku. Taka swoboda w działaniu! Hahaha *Brechta się sobie na ziemi*
Beta: *Patrzy na niego z politowaniem* Jakieś leki uspokajające?
Drzewek: A masz ibuprom? Wtedy wezmę,bo wiesz" I bum, i bum, i bum i bum i bum, i bum, i bum" *Nuci piosenkę z reklamy*
Beta: Jemu już nic nie pomoże... *Smutna kręci głową*
----I bez komentarza---
 " Pijacy zaczynają szfędać się po parku."
----Nie za bardzo potrzebny komentarz---
Beta: A gdzie mają chodzić?
Drzewek: ... biedne obsikane drzewa.
Alfa: *Parsknięcie* Drzewa raczej nic nie czują.
Drzewek: Czuję się obrażony.*Ciąga nosem*
---- I to na tyle---

7 komentarzy:

  1. Parę błędów ale i tak świetne. Willow to wspaniały chłopak. Wiem że ma w sobie dużo dobra... Ups czyżbym wygadała jak główny bohater się nazywa?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Błędyyyy ,.... wiesz jak to u mnie z ortografią =.= jakie błędy zauważyłaś? I tak... zdradziłąś jego imię... Procesorku... jak mogłaś???

      Usuń
    2. No wiesz takie tam literówki za dużo słów i troszkę stylistyka.

      Usuń
    3. Potrzebuje konkretów =.= Tak myślę w sensie że gdzie mam literówki? *sprawdzałam to już kilka razy... XD*

      Usuń
  2. Słoneczko, przed Tobą jeszcze dłuuuuuga droga... A tak na poważnie, to nawet nie zdążyłam przeczytać, tytuł mnie tak trochu zraził "we świecie" jako, że ostatnio zaczęłam interesować się poprawną polszczyzną, mam zamiar na Ciebie nakrzyczeć! 'W świecie" to bym zrozumiała, ale co tam robi"e", to ja już nie wiem. Tak btw, to puki pamiętam, spieszyć i śpieszyć jest poprawne, ale lepiej używać spieszyć*tak bardzu geniusz*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ok. To zmieniam ten tytuł na poprawny ^^ I spieszyć będę używać. Ok.

      Usuń
    2. Ale i tak masz bana na moje myśli, pomysły i co najważniejsze SŁOWA! Moja magijicznie magijiczna magija Yuuko, moja wyimaginowana imaginacja!*czyta początek*Sufit <3 On daje tyyyyle do myślenia... Tobie też radziłabym pomyśleć... Albo wiesz co? Kupię Ci słownik wyrazów bliskoznacznych i ogólnie słownik, przyda Ci się. aha, skorom już taka miła, żem chcę kupować ci słowniki, to mam takie jedno małe zastrzeżenie(nie, jeszcze tego nie czytałam, ale coś znalazłam)"tą lalkę", poważnie? "tą"? Chyba raczej "tę lalkę". Jak przeczytam, to pewnie wyłapię tego wiele więcej wyłapię, więc możesz zacząć się bać

      Usuń