Translate

Współtwórcy

sobota, 21 lutego 2015

Rozdział 11 "Wszystko zależy od Willow'a."

- Jest pan tu juz trzeci dzień. Dlaczego z Willow'em nie jest lepiej? Czy już nie powinniśmy widzieć jakichkolwiek skutków pańskiej pracy? Mówił pan, że gdyby wpuści pana do pokoju to będzie duży krok do przodu w jego terapii. Dlaczego więc nie ma różnicy?- Słyszałem denerwujące pytania Amji. Wstrętna lalka Barbie. Już nawet swoją troskę o mnie pozoruje.
- Właśnie! Mama ma racje! Braciszek powinien zjeść dzisiaj z nami śniadanie, ale dalej jest na nas obrażony i nie przyszedł!- Piskliwe wtrąciła się Althea. Jestem na nich obrażony? Skoro tak mówi... Nie będę się spierał. Dziewczynki są takie upierdliwe. Co ona sobie myśli? Że niby co ja powinienem robić? Że kim ja niby dla niej jestem? Ona nie jest moją siostrą, więc ja nie mogę być dla niej bratem, a co dopiero braciszkiem, phi.
- Ale kochanie daj rozmawiać dorosłym.- Łagodne upomnienie Arona. Chyba mogłem sobie wyobrazić jak właśnie przygładza dłonią jej jasne kudły... Ale po co miałbym to robić?
- Mówiłem pani. Takie terapie nie działają od razu. To nie jest magia. Wszystko zależy od tego jak Willow da sobie pomóc. Ja jestem tu tylko dodatkiem. Po jednej rozmowie ze mną państwa syn się nie zmieni. Jego problemy są mocno zakorzenione i zanim dotrę do prawdziwej przyczyny jego odseparowania od świata minie trochę czasu. Musi mi pani dać działać. Każdy, nawet najmniejszy krok do przodu jest dużym osiągnięciem...- Słowa Sierry były takie... Spokojne.
- Mówi pan, że mamy poczekać?! Ale ile to ma niby trwać? Miesiąc, dwa, trzy ?! To za długo!- Ta blondyna chyba zaczęła się denerwować. Chyba. Na pewno.
- Taaak, chcę braciszka z powrotem!- Pisk bachorzycy. Ten jej głos. Ten ton. Jak. Ja. Go. Nie-na-wi-dzę.
- Prosiłbym, aby mówiła pani ciszej. Nie ma powodów do złości. To, co mówiłem to po prostu fakty, których nie da się przeskoczyć. Jedyne, co możemy w tej sytuacji zdziałać to zachowanie spokoju i bycie cierpliwym. Cieszę się, że tobie Altheo zależy tak na zdrowiu brata, ale lepiej byś nie podnosiła głosu, gdyż nie chcemy go obudzić. Dlatego proszę cię o zachowanie ciszy.- Ten blondyn miał tupet. Nie wahał się w zwracaniu uwagi. Nie rozumiem tego gościa. Jak można się nie zirytować rozmową z takimi osobami? To jest niepojęte.
- Przeszkadzam tak braciszkowi?- Jeszcze tylko tu brakuje wielkich, błyszczących oczu i trzepotu rzęsami. Udaje niewinną osóbkę? Jak można być tak głupim by się w ten sposób zachowywać?
- Tak, Altheo.- Ciekawe czy się do niej uśmiechnął? Czy ten człowiek się w ogóle uśmiechał czy bez przerwy zachowuje tę przerażającą powagę? Tak, chyba zacznę kojarzyć powagę i spokój z czymś niepokojącym, a w mojej sytuacji by to na dobre nie wyszło. Bo przecież bez przerwy otacza mnie cisza, a ten gościu też chyba chce być częścią mego otoczenia. Jakby nie patrzeć wydaje mi się, że do tego to zmierza. Nie podoba mi się to. Jego obecność mnie przytłacza. Za dużo go, nawet nie w takim sensie jak za dużo było Arona, który co chwilę wyskakiwał z tymi wycieczkami, prezentami, który starał się nas od siebie uzależnić i sprawić, że zaczniemy na nim polegać, uważać go za część rodziny. Za dużo jest go dlatego... Dlatego, że... Jakby wiedział. Wiedział wszystko. To, że teraz siedzę na korytarzu, przed moim pokojem, że tego wszystkiego słucham. Jest go za dużo, bo wydaje się być wszędzie. Jest tu krótko, a co będzie jak zostanie na dłużej?
- Pszzzzpraaaaaszam.- Przesłodzona odpowiedź dzieciaka.
- Jak pan tak może zwracać się tak do dziecka i do mnie?- Komuś tu wzrasta ciśnienie. To już te lata, Amjo?
- Kochanie, proszę cię, nie atakuj tak Sierry. Mówiłem ci już, że nie byłoby tu go, gdybym mu nie ufał. On zna się na swojej pracy, więc pozwól mu ją wykonywać. I wcale nie chodzi mi tu o to, że nie podzielam twoich uczuć, ale robię to dla dobra Willow'a. W końcu chcemy by do nas wrócił.- Aron na swój sposób zaczął łagodzić napiętą atmosferę. I tak go nie lubię.- Kontynuujmy. - Mogę się założyć, że kiwnął głową. To zachowanie po prostu tak pasuje do tego ulizanego amanta.
- Jak już mówiłem,- znudzony i chyba lekko zirytowany Sierra wznowił swój wywód.- wszystko zależy od tego, czy Willow będzie współpracował.
- Wolałabym usłyszeć jakieś konkrety!- Rozbrzmiał oburzony, damski głos.- Chcę wiedzieć co dokładnie pan zamierza, nie podoba mi się to, że pan daje nam wymijajace odpowiedzi. Jakieś nieznaczące założenia. O czym będzie pan z nim rozmawiał. Co pan planuje. Jak zamierza pan to wszystko naprawić. Czy pan nie rozumie, że to dziecko od dawna z nami nie rozmawia? A teraz, gdy w końcu jest to możliwe pan mówi, że potrzebuje czasu i nie dopuszcza nas do Willow'a, gdyż jest za wcześnie?- Jest możliwa rozmowa ze mną? Od kiedy? Choć w sumie też chętnie poznałbym odpowiedzi na zadane przez Amję pytania. Ułatwiłoby mi to życie. Wiedziałbym mniej więcej co będzie... Tylko, że on tego nie powie, idiotko.
- Spokojnie, kochanie. Altheo, nie podskakuj tak. To nie czas na zabawę. - Mizia Amję, by ją uspokoić? A co do małej... Brak mi słów...
- Konkrety...- Że też ten gościu ciągle tam siedział, a nie wyszedł i kazał im się wszystkim wypchać. Ma jakieś leki uspokajające? Też coś takiego dostanę? To mogłoby być fajne... Hmmm... Mógłbym się naćpać lekami uspokajającymi, ale miałbym odlot... Może lepiej sobie nie robić nadziei. Czy czasem nie mówiłem, że ona umarła?- Nie mogę pani ich zapewnić. Zawsze jest tak możliwość, że planować będę jedno, a stanie się drugie. Tu trzeba być na wszystko przygotowanym, a przecież nie zamierzam wprowadzać was w błąd.
- Oczywiście nie mamy nic przeciwko.- Ni z tego ni z owego z tymi słowami wyskoczył Aron. Ach. Amja musiała wbić w niego morderczy wzrok. Dwa rozżarzone węgielki wypełnione żądzą zemsty... Ale zaraz. Nie mają nic przeciwko czemu? Może jednak przegapienie tej ich początkowej rozmowy nie było takim dobrym pomysłem? Ale wtedy nie wydało mi się to takie ciekawe. Przecież usiadłem tu dopiero, gdy usłyszałem pierwszy pisk Althei... W końcu ten sobie najpierw gadał, i gadał, i siedział w tym pokoju, i się na mnie gapił, i znowu zaczynał gadać, potem był tylko cicho. A po kilku godzinach, gdy już myślałem, że podejdę i mu strzelę ktoś zapukał do drzwi. To było... Dziwne... Ale w tamtym momencie dość pożądane. Więc nie zmartwiło mnie to, że Aron zabrał Sierrę. Przez pewien czas siedziałem, uspokajałem się... Wpadłem w ten mój typ letargu, zastępujący mi sen... A potem ten okropny pisk... Musiałem się ruszyć i sprawdzić, czy się ta gówniara nie podpaliła. Może jednak ominęło mnie coś ważnego?
- Powtórzę te słowa jeszcze raz. Wszystko zależy od Willow'a.
 Skoro wszystko zależy ode mnie to może powinienem zejść tam na dół i tak po prostu sobie wyjść, mając ich wszystkich w głębokim poważaniu? Tak, zróbmy to!
- Niech pani mnie nie obraża. Już wcześniej mówiłem, że nie robię tego dla pieniędzy. Tylko ze względu na moją przyjaźń z Aronem. To przysługa, dlatego niech pani nie wygaduje takich herezji.- Teraz ton głosu Sierry był ostrzejszy. Przesiąknięty do głębi powagą. Chyba... Znowu coś mnie ominęło. Po prostu musiało mnie coś ominąć. Od tak przeszedł od "Wszystko zależy od Willowa" do "Proszę mnie nie obrażać"? Zdecydowanie musiałem przegapić jakieś słowa mojej opiekunki. Choć w normalnych okolicznościach za nic bym tego nie żałował. Bo co ona może powiedzieć wartościowego? Właściwie to nic, ale cała rozmowa byłaby bardziej składna i wiedziałbym CO dokładnie powiedziała, no i w jaki sposób można rozgniewać psychologa... Tak tylko mogę się domyślać. Mogę, ale nie muszę, nie? A jeśli chodzi o ten zanik tej jej kwestii... Może się przemęczyłem i dlatego jej słowa do mnie nie dotarły? To wszystko jest... dziwne.
 Zamrugałem kilka razy, przesuwając językiem po kolczyku. Wzrok utkwiony miałem w szarej ściany. Ten znienawidzony przeze mnie kolor oczywiście musiał zdominować mój świat.
 Zmusiłem się do skupienia na toczonej na dole rozmowie.
- Chciałbym prosić państwa o pomoc.- Zainteresowało mnie to. Pan profesjonalista potrzebuje pomocy? Czyli jednak nie zrobię tego. Przynajmniej nie w najbliższym czasie. Oczywiście chodzi mi tu o wyjście z domu...
 Czego Sierra może chcieć od tych nic nieznaczących ludzi? Najbardziej nieznaczącym w tym wszystkim człowiekiem był Aron, ale on nie mógł o tym wiedzieć. Inaczej... Nie, tej koncepcji rozważać nie będę. Aż tak mi się nie nudzi.
 Przeniosłem swoje spojrzenie na czarną powierzchnię glanów, w których odbijało się światło lampek, umieszczonych w suficie. Oczywiście dom musiał być dokładnie oświetlony i to nawet o takiej porze... Choć nawet nie orientuję się, która jest godzina... Najwidoczniej Aron nie przejmował się takimi wydatkami i w ogóle nie oszczędzał.
- Jak już mówiłem będę potrzebował by w domu była zachowana jak największa cisza. To ma zwiększyć komfort Willow'a, do którego będę się starał dotrzeć. W dodatku chciałbym z wami jeszcze raz porozmawiać o pewnych sprawach, żeby naprostować nieścisłości. Wiem, że pełne zaufanie z waszej strony będzie trudne, ale jest ono nam potrzebne. Jeszcze chcę ustalić kilka zasad, które będą tu panowały i to także robię ze względu na chłopaka. - Ten psychopata jest na prawdę przebiegły. Chce wyłudzić cenne informacje, a  potem mnie nimi zaatakować. Jest, na szczęście dla mnie, jeden problem. By dotrzeć do sedna sprawy musiał by być cudotwórcą. To się nazywają plusy pokręconego życia... Dlatego w sumie nie mam czym się przejmować. Znaczy się mam, ale nie mam. Cóż, nie będę tego tłumaczył. W końcu ja to rozumiem.
 Jakieś zasady? On to normalnie władca despotyczny. Wie, że Aron i Amja będą się musieli na wszystko zgodzić. Sprytna bestia.
- I to sprawi, że brat w końcu przestanie strzelać na nas fochy?- Tym razem gdybym nie był aż tak skupiony na tym, co Sierra mówił, nawet nie usłyszałbym co ta mała powiedziała. Nawet jeśli starała się nie piszczeć to i tak mnie irytowała. Fochy, serio?
 O dziwo nie usłyszałem żadnej odpowiedzi blondyna. Może ograniczył się do spokojnego kiwnięcia głową? Całkiem to było możliwe...
- O jakie nieścisłości chodzi?- Spytał ojczym. Swoją drogą co to za brzydkie określenie - ojczym. "Oj", "czym" zawiniłem? "Oj" czy "m"? Ojciec czy matka? Ooo, transwestyta... A może tu chodzi o to za kogo mężczyzna, noszący taki przydomek, robi? Czy jest odpowiednikiem matki czy ojca, albo czy robi za oboje naraz? Do czego tu pasuje Aron?
 Jeśli chodzi o stosunek do mnie to niemal na pewno jest to właśnie "Oj czym zawiniłem?".
 A za kogo robi?
 Z pewnością kobietą nie jest... W różowym fartuszku to on po domu nie lata. To z resztą byłby uszczerbek na jego honorze.
 Znowu nachodzi mnie dziwne spostrzeżenie, że jestem chory psychicznie. Normalnym ludziom nie chodzą takie myśli po głowie, nie?
- Powiedzieliście, że Willow nigdzie nie wychodzi, a jest właśnie na odwrót. On jest o wiele częściej na dworze, niż w domu. Dlatego też stwierdzenie, że się ciągle zamyka w pokoju jest niewłaściwe.- I czemu te słowa w ustach tego faceta brzmiały tak poważnie? Jakby wygłaszał niesamowitą i ostateczną opinię specjalisty.
- Czyli jednak pan coś zmienił.- Barbie odetchnęła z ulgą. Do niej chyba nie dotarło... Toż ona nie może być AŻ TAK głupia. No i uwaga, właśnie zeszło z niej całe powietrze, więc potrzebuje pomocy. Aronie, przygotuj się do operacji usta-usta. Tylko nie przy dzieciach, proszę.
- Źle pani mnie zrozumiała. Tak jest od dłuższego czasu. Nie musiałem tego zmieniać.- Taa, nie musiał, że też ten mężczyzna nie brzmiał jak osoba zirytowana tym, że do niektórych nic nie docierało.
- To nie możliwe. Willow całe dnie przesiaduje w swoim pokoju.- Dlaczego ona zaprzeczała prawdzie, która z resztą została jej już ujawniona? Banda przygłupów... Z kim ja, kurde, mieszkam?- Z resztą pan widział jak to dziecko zachowało się, gdy pan tu przyszedł. Niemalże pobiegł do swojego pokoju i się w nim zabunkrował. Jak tu jesteśmy ciągle tak robi. Jeśli już gdzieś wychodzi to wraca zły na cały świat i nawet się nie odezwie. Wie pan jakie to nieprzyjemne? Ten chłopak nie przypomina ani trochę mojego syna. On nie jest moim dawnym Willow'em! Zrobił z siebie chodzącego potwora! Te kolczyki, soczewki, włosy, to, jak się ubiera! W dodatku nie poprzestał na sobie! Zepsuł całą atmosferę w domu! To monstrum tu przesiaduje! Nie rozumiem czemu to spotkało moją rodzinę! On psuje nasze wszystkie plany! Miał pan coś z tym zrobić, a nie wyprowadzać go na spacery! Pan ma mi sprowadzić z powrotem mojego Willowa!
 Nie wiedziałem, że istnieją dwaj Willow'owie. Ten Willow od Barbie i Emo-Willow. Nie wiedziałem też kiedy dokładnie się podniosłem i zacząłem iść w stronę wyjścia z domu.
 Powinien we mnie wrzeć gniew. Słowa tej kobiety powinny sprawić, że zaleje mnie furia, że poczuję się zraniony. Nie było tak. Po prostu byłem apatyczny. Mogła sobie gadać. To przecież były bezsensowne skargi.
 Schodziłem ze spokojem po schodach.
 Kto by pomyślał, że mogę zaliczać się do monstrum, które niszczą biednym blondynką marzenia i plany.
 Zszedłem na dół i przesunąłem wzrokiem po ludzkiej zbieraninie.
 Amja zamilkła i teraz wpatrywała się we mnie swoimi rozgniewanymi oczyma. Próbowałem przez chwilę znaleźć w tych oczach... Coś, co miało być dla mnie ważne. Ale... Ona jedynie wyglądała tak przezabawnie w różowym sweterku i miniówce w kwiaty w tym samym kolorze. Czyżby próbowała się w ten sposób odmładzać?
 Nie znajdując niczego godnego uwagi w mej opiekunce... Przeniosłem wzrok na Arona. Po prostu korzystałem z tej chwili ciszy... Mężczyzna wydawał się być... Zmartwiony wybuchem swojego "kotka"? No któż się mógł tego spodziewać? Słodka Barbie pokazała pazurki i to zapewne nie pierwszy raz.
 Spojrzałem na psychiatrę, który oczywiście się we mnie wpatrywał z uwagą. Wiedział, że zejdę? Pewnie tak. Po nim można było się czegoś podobnego spodziewać.
- Braciszek?- Tę jakże nagłą ciszę przerwała dziewczynka, której przez dłuższy czas nie widziałem, a jedynie słyszałem zza ścian. Za dużo to się ona nie zmieniła... Ale w tych dwóch kitkach... Nie przypadła mi do gustu. Na nią też przez jakiś czas się popatrzyłem...
 Nie miała prawa mnie tak nazywać. Może dostrzegła to w moich oczach, bo zakryła usta dłonią, a jej oczy stały się tak obrzydliwie... Mokre.
 Odwróciłem się do nich plecami i ruszyłem do drzwi. Wyszedłem z domu, idąc tam, gdzie poniosą mnie nogi.
 Nikt mnie nie zatrzymywał, albo zwyczajnie nie zarejestrował tego mój mózg. Zapewne to drugie, bo gdzieżby Aron i Sierra nie mieliby zareagować? Pff. Dom świrów.

http%3A%2F%2F41.media.tumblr.com%2Fc44dce9aa28c7cad9c4e7942178713d2%2Ftumblr_nj8z1zVLeT1siq8rfo4_1280.jpg

Alfa: Tematyczny glan zawsze spoko. Tak więc wstawiłam po tym długim czasie kolejny rozdział. Po prostu życzę miłego czytania. Dobranoc, a że jeszcze dzień, to szczegół... 




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz