To niemożliwe.
Czytam list znowu i
znowu.
Szok.
Drogi Aronie Sullivanie,
Dostałem twój list i pamiętam Cię,
przyjacielu. Takie więzi jak nasze szybko nie zanikają.
Oczywiście rozumiem Twoją sytuację i tak,
mieszkam pod podanym wcześniej adresem. Rozumiem, że problemy z Willowem są
poważne i oczywiście, przyjmę go jako swojego pacjenta. Przyda mu się
psycholog. Skoro do mnie napisałeś wiesz o moich osiągnięciach z dziedziny
psychologii. Jestem bardzo wykształconym terapeutą i możesz mi zaufać z tą
sytuacją. Podane przez ciebie wydruki
dołączyłem do jego kartoteki i odsyłam Ci je z powrotem. Nie musisz się
martwić. Wizyty zapewne na początku nie dadzą pożądanych przez Was skutków, ale
od czegoś trzeba zacząć.
O szczegółach przebiegu sesji powiadomię Was,
gdy się spotkamy. Nie piszę takich rzeczy na papierze. Jeśli chodzi o Willowa,
bądź dla niego wyrozumiały i postaraj się trzymać swój temperament na wodzy.
Możesz być pewien mojego wsparcia. O szczegółach spotkania porozmawiajmy
telefonicznie.
Doneo Sierra,
Terapeuta?
Psycholog?
Oszaleli. O co im
chodzi? To mają ze mną jakieś problemy? Przecież jestem naprawdę spokojny.
Bezosobowy. Nie przeszkadzam. Trwam na uboczu i się nie narzucam. O jakie
problemy im chodzi? O to, że się przefarbowałem? A jak nie o to, to ja już nic
nie rozumiem. Nie jestem chory psychicznie. Po prostu zamknięty, aspołeczny,
apatyczny, obojętny. Taki … nienormalny, ale nie chory psychicznie. Psychologa
nie potrzebuje, nie ważne co ten gościu wygaduje, jestem całkiem normalny i nic
ze mną nie jest. Nie powinni się wtrącać. To moje życie, sam decyduje o sobie.
Nikt inny nie ma na mnie wpływu. Nikt. Żaden terapeuta tego nie zmieni.
Za listem był
wydruk z moimi ocenami. Same zera. Same nie zaliczone sprawdziany. Nigdy
ocenami się nie przejmowałem. A 0 to nie oceny. To tylko zera. Z resztą 1, czy
2 także nic mi nie robią. Gdybym się martwił takimi rzeczami pewnie
wylądowałbym w psychiatryku jako chłopak zdruzgotany tym, że sprawdziany, do
których się nie uczył, zaliczyła 1. To znaczy wcale ich nie zalicza. No to
byłaby naprawdę dziwna sytuacja.
Mój plan lekcji.
Ilość nieobecności. Nie miałem żadnej obecności w tym roku. Od początku nie
chodziłem do klasy. Nawet się nie trudziłem. Ciekawe co ich skłoniło do nagłego
zainteresowania takimi sprawami. Bo nigdy ich to nie obchodziło. Mogłem
chodzić. Mogłem nie chodzić. I skończyło się na tym, że ja mam na to wywalone,
a oni nagle odkrywają mój brak zainteresowania szkołą. Ciekawe.
Opinie nauczycieli.
Nawet na to nie spojrzałem. Po co miałem patrzeć? Nie obchodzą mnie jakieś
dziwne uwagi osób postronnych. To nic interesującego, bo zwykle pisze to samo.
,,Chłopiec nie ma kolegów. Jest odseparowany
od reszty klasy. Zwykle się nie odzywa i nie robi problemów. Spokojny chłopiec.
Gdyby chciał, mógłby zdobywać naprawdę wysokie noty.,,
Zwykle właśnie coś
takiego o mnie piszą. Tak dla rozrywki. Nauczycielom brak czasu na interesujące
czynności. Dziwni ludzie. Szkoła ich życiem.
Czy ten list to
jakiś żart? Nudziło się im wszystkim? Tak nagle mi terapeutę załatwiają?
Bezpodstawnie? Tak for fun.
Co oni chcą tym mi
zrobić? Zaburzyć mój idealny spokój? Moją bezosobowość?
Psycholog. Czyżby
moją matkę – Lalkę Barbie, gryzło sumienie? Pusta blondynka stwierdziła, że
musi podbudować sobie ego i mieć ,,idealną,, rodzinę. Tylko, że coś takiego nie
istnieje. Miłość nie istnieje. To idealna rodzina też nie. Taka dziwna
zależność. Nigdy nikt nie będzie doskonale szczęśliwy.
Tylko ludzie tak
mają. Dążą za przyrostem hormonów szczęścia, bo do niczego innego się nie
nadają.
O co im w ogóle
chodzi? Ja chcę tylko świętego spokoju.
Dotąd było dobrze …
Przynajmniej wiem jedno. Nie robi mi to większej różnicy. Po prostu to oleję.
Skoro ma im to jakkolwiek pomóc to proszę bardzo, niech próbują.
Spojrzałem ostatni
raz na papiery.
Doneo Sierra.
Muszę zapamiętać. To
tego mężczyznę będę musiał znosić.. chyba, że … zwyczajnie jego też oleję.
Przecież do niczego mnie nie zmuszą.
Prychnąłem. Nie mają
takiego prawa.
Spojrzałem bez
apetytu na murzynka, tonącego w morzu czekolady. Co ci ludzie widzą w tym
smaku? Czy wszystko musi być słodkie? No, żeby chociaż było słodkie, ale nie…
musi być przesłodzone. Tak bardzo, że nie da się tego przełknąć, bo zaraz masz
ochotę wszystko zwrócić.
Wywaliłem ciasto do
kosza. Tam jest jego miejsce. Ten niedobry kawałek czegoś powinienem zjeść?
Nigdy w życiu. Niech ta durna bachorzyca –moja siostra, się tym obżera. Skoro
ma aż tak zaburzone poczucie smaku i wszystko musi być aż tak słodkie.
Stylowa idealnie
szara kuchnia. Szary blat. Szare szafki. Szare wieszaki na patelnie. Stalowe stojaki na noże. Stalowe dodatki. Wszystko
stalowe, albo szare. Takie przygnębiające i jaskiniowe. Bury świat. Czemu
wszystko jest szare?
Oparłem się na
dłoniach o blat. Nerwowo obracałem kolczykiem w dolnej wardze. Tylko ten jeden
ruch zdradzał irytację i zdenerwowanie. Zwykle miałem na sobie maski. Powłoki,
nie dopuszczające NIC do środka. Żadnych bodźców. Tak było lepiej.
Bezpieczniej. Nikt nie powinien wkraczać do mojego świata, skoro musi. To niech
szybko się z niego wyniesie.
W idealnie czystej
obudowie lodówki odbijała się moja postać.
Młody, czarnowłosy
Emo. Dzisiaj wyjątkowo bez soczewek. Wpatrzyłem się we własne niebieskie jak
niebo, pełne bólu, goryczy, smutku, zrezygnowania oczy. Nie chciałem ich
widzieć. Dlatego zaczesałem na twarz długą grzywkę. Po to, by choć trochę
zakryła te dwa zwierciadła duszy, wskazujące na duże zranienie i zawiedzenie
życiem. Ja wcale nie jestem zawiedziony. To tylko… wymysł.
Nie lubię widzieć
siebie. Tej zewnętrznej powłoki, która podobno jest mną.
Czarna bluzka za
łokcie z czerwonymi napisami – przekleństwa. Szare, luźne spodnie. Bose stopy.
Czarna grzywka, opadająca, czy raczej zakrywająca czoło i oczy. Kolczyki w
nosie, dolnej wardze, czubkach uszu, pępku. Tunele w małżowinach. Ćwieki na
rękach.
Nie na widzę patrzeć
na swoje odbicie. Nie na widzę siebie. Dlaczego? Bo okazuje emocje. Bo coś mnie
rusza tam, w środku. Bo czymkolwiek się przejmuję. Bo jestem tak delikatny i
podatny na zranienia. Bo jestem za gruby. Bo wszyscy mnie unikają. Bo nikt mnie
nie kocha.
Bo … jestem sam.
Znowu szukam czegoś
w lodówce. Zabieram jedną z sałatek. Gyros. Może dobry. Mam nadzieję. Odwijam
folie i wbijam w zawartość łyżkę i wracam do salonu. Na chwilę zatrzymuję się
przy kanapach. Patrzę na wydruki i na list. Nie zamierzam ukrywać tego, że
wiem, ale… I tak to nikogo obchodzi, więc po co nad tym nawet myśleć?
Czuję stopami, że
panele są ciepłe. Ogrzewanie podłogowe.
Co jest ze mną nie
tak? Dlaczego sam siebie odrzucam? Czemu nie potrzebuję siebie? Sam siebie nie
potrzebuję. Jestem zbędny. Tylko egzystuje. Sam dla siebie.
Zaciskam na chwilę
powieki. Na dworze jest jeszcze ciemno. Czy widać gwiazdy? Chciałbym teraz
popatrzeć na te miniaturowe słońca. Chociaż przez chwilę.
Czy ktoś mi broni?
Nie, ale… boję się
wyjść. Chcę, ale nie mogę. Mój umysł nie pozwala. Chyba znowu dopadł mnie
strach przed społeczeństwem. Boję się ludzi. Czy tylko ja? Na pewno nie. Na
pewno ktoś jeszcze ma podobne problemy. Musi ktoś taki być. Musi.
Idę z miską do swojego pokoju. Do tej
miniaturowej utopii, która w sumie należy do mnie, ale moje nie jest, bo to nie ja tworzyłem to miejsce, nie miałem
na nie wpływu. Choć tam mieszkam, to nic, oprócz książek i ubrań, nie należy do
mnie. Czy mam związane z nią wspomnienia? Długie chwile gapienia się w
przytłaczający mnie do ziemi sufit.
Zamykam cicho drzwi.
Stopy zagłębiają się w puchatym dywanie. To jest chyba jedyna rzecz, w tym
miejscu, którą naprawdę lubię. Chyba. Mój kudłaty ocean.
Siadam na nim po
turecku i automatycznie zaczynam jeść. Czuję się tak, jakbym przełykał tekturę.
Obrzydliwe. Nie zachęcające. Powodujące odruch wymiotny. Niedobre, ale jem. Nie
chcę umrzeć z głodu. Chyba, że będę musiał. Wtedy… czemu nie? Choć rzucenie się
z budynku jest szybszej o wiele krócej boli. Albo psychotropy i alkohol.
Podobno po tym połączeniu czujesz się zupełnie jak na haju. Nie czujesz nic.
Nic do ciebie nie dociera. Świetnie się bawisz… Tylko końcówka. Pełna
cierpienia. Masakra.
Tylko skąd wziąć aż tak
silne leki?
Nie, lepiej bym nie
myślał o takich rzeczach. Przecież chcę żyć. Cenie życie, choć nie widzę sensu
w moim istnieniu. Zwyczajnie tego sensu nie ma.
A na przykład takie
powieszenie się w salonie? Przynajmniej ktoś by mnie w końcu zauważył. Kit z
tym, że widziałby tylko trupa. Martwe ciało. Wiszące. Powoli gnijące. Ale by
się zapiszczeli. Zapamiętaliby mnie na wsze czasy i wtedy to IM potrzebny byłby
psycholog. Ale… też by bolało. Co prawda także niezbyt długo, ale jednak.
Bolałoby.
Boję się bólu. Nie
lubię go odczuwać. To obrzydliwe…
Boję się ludzi, nie
wiem czemu, ale tak jest. Chociaż… może to dlatego, że człowiek bez przerwy
kłamie? Nie potrafi żyć w prawdzie. Jest to dla niego o wiele za trudne.
Jak można złamać
daną komuś obietnicę? Jak?!
Zwyczajnie. Skoro
ludzi ,,nie wiąże” przyrzeczenie małżeńskie, to jak zwykłe ,,obiecuję” ma kogoś
upewnić w tym, że ktoś dotrzyma obietnicy?
Nie wiem.
Dlaczego rodzice się
nawzajem zdradzają? Dlaczego?! Kit z tym, że się rozwiedli? Ale dlaczego się
zdradzili?!
Skończyłem jeść.
Chwilę patrzyłem się pusto w szklaną ściankę naczynia. Pustka we mnie ciągle
wzrastała. Z każdym kolejnym dniem coraz bardziej mnie pożerała. Już czekałem
na moment, w którym pochłonie mnie całkowicie. Tylko na to czekam. Może
przyniesie to jako takie zapomnienie.
Wiem, nie powinno
się ciągle drążyć tematów, przez które rozdrapuje się stare rany. To niezdrowe.
Przecież tak sobie nie pomagam, a pogrążam się jeszcze bardziej. Rodzice mnie
nie kochali, więc mnie nie obchodzą.
Odłożyłem na bok
miskę i wplotłem palce w dywan. Błękit.
Chciałbym być
częścią morza. Tak jak ono stałe. Przypływać. Odpływać. Wędrować wraz z
Księżycem. Podążać za nim jak za swoim przewodnikiem.
Chciałbym być tym,
powstałym z piany. Tak jak syreny, które po niezdecydowaniu, czy zabiją księcia
by się ratować zmieniały się w pianę. Zmieniały się w pianę po to, by kiedyś
stać się duchem, który uleci hen wysoko. Czy takie rozwiązanie nie byłoby
piękne? Dzięki temu daje się szczęście ukochanemu, samemu za niego cierpiąc
swój ból, o którym on się nigdy nie dowie. Piękna, szlachetna śmierć w cieniu.
Moja też by taka była. Nikt by nie zauważył. Nikt by nie zrozumiał. I tyle.
Chciałbym ogarnąć
umysłem oceany, morza, wody bezmiar, fale.
Wszystko, byleby nie
być sobą.
Wzdycham głęboko i
kładę się na dywanie. Wpatruję się w sufit tak, jakbym widział za nim niebo.
Zdaję sobie sprawę z
tego, że niedługo wstanie słońce i zaleje świat odcieniami żółci i pomarańczy.
Wschód słońca- nowa
nadzieja. Nowa nadzieja, ale nie dla mnie.
Będę musiał olewać
psychologa.
To powinno być
proste. To zupełnie tak, jakbym olewał ,,rodzinę”. Tak jak olewam cały świat.
Doneo Sierra. Taak.
---
---

Alfa: Powstały z piany krajobrazik~*Wgapia w piękny obrazek*. Szkoda, że już koniec wakacji.
Beta: Dobra, dobra. Nie rozczulaj się tak nad sobą.
***
W tej części postu znajdują się wycięte sceny z tekstu. Jeśli ma ktoś ochotę może poczytać. Naszej grupie bardzo to poprawiało nastój. Jednakże zrozumiem, jeśli takie właśnie przerywniki zakłócają komuś odbiór tekstu. To na tyle~~
*** " Dlaczego rodzice się nawzajem zdradzają? Dlaczego?! Kit z tym, że się rozwiedli? Ale dlaczego się zdradzili?!"
----Rozwiązujemy problemy---
Drzewek: Bo to męskie dziwki. *Fuck logick*. Znaczy się...*Zakłopotany* tylko Aron może być męską tą, a Barbie byłoby ciężko...No, a ojczulek Willisia jeszcze się nie pojawił, no ale to nie wyklucza, że może...
Alfa: Skończ. Nie pogrążaj się mocniej.
Beta: Drzewek... Proszę to nie odpowiednia strona na takie rozważania...
----Problemy nierozawiązane---
---
---
Alfa: Powstały z piany krajobrazik~*Wgapia w piękny obrazek*. Szkoda, że już koniec wakacji.
Beta: Dobra, dobra. Nie rozczulaj się tak nad sobą.
***
W tej części postu znajdują się wycięte sceny z tekstu. Jeśli ma ktoś ochotę może poczytać. Naszej grupie bardzo to poprawiało nastój. Jednakże zrozumiem, jeśli takie właśnie przerywniki zakłócają komuś odbiór tekstu. To na tyle~~
*** " Dlaczego rodzice się nawzajem zdradzają? Dlaczego?! Kit z tym, że się rozwiedli? Ale dlaczego się zdradzili?!"
----Rozwiązujemy problemy---
Drzewek: Bo to męskie dziwki. *Fuck logick*. Znaczy się...*Zakłopotany* tylko Aron może być męską tą, a Barbie byłoby ciężko...No, a ojczulek Willisia jeszcze się nie pojawił, no ale to nie wyklucza, że może...
Alfa: Skończ. Nie pogrążaj się mocniej.
Beta: Drzewek... Proszę to nie odpowiednia strona na takie rozważania...
----Problemy nierozawiązane---
Tak, to chyba ta łódka na puchatym morzu. I nie no kochana, on i za gruby... Dobijasz mnie mój kochany Willow noe jest gruby, ma idealną szczupłą sylwetkę, zapamiętaj. A, i jeszcze jedno miałaś rację zanim zje sałatkę minął z3 2 strony. Buźki Procesorek.
OdpowiedzUsuń