Translate

Współtwórcy

środa, 9 kwietnia 2014

Rozdział 3 ,,Ten, powstały z piany,,



  To niemożliwe.
  Czytam list znowu i znowu.
  Szok.

  Drogi Aronie Sullivanie,

  Dostałem twój list i pamiętam Cię, przyjacielu. Takie więzi jak nasze szybko nie zanikają.
  Oczywiście rozumiem Twoją sytuację i tak, mieszkam pod podanym wcześniej adresem. Rozumiem, że problemy z Willowem są poważne i oczywiście, przyjmę go jako swojego pacjenta. Przyda mu się psycholog. Skoro do mnie napisałeś wiesz o moich osiągnięciach z dziedziny psychologii. Jestem bardzo wykształconym terapeutą i możesz mi zaufać z tą sytuacją.  Podane przez ciebie wydruki dołączyłem do jego kartoteki i odsyłam Ci je z powrotem. Nie musisz się martwić. Wizyty zapewne na początku nie dadzą pożądanych przez Was skutków, ale od czegoś trzeba zacząć.
  O szczegółach przebiegu sesji powiadomię Was, gdy się spotkamy. Nie piszę takich rzeczy na papierze. Jeśli chodzi o Willowa, bądź dla niego wyrozumiały i postaraj się trzymać swój temperament na wodzy. Możesz być pewien mojego wsparcia. O szczegółach spotkania porozmawiajmy telefonicznie.
                                                                                                      Doneo Sierra,

  Terapeuta? Psycholog?
  Oszaleli. O co im chodzi? To mają ze mną jakieś problemy? Przecież jestem naprawdę spokojny. Bezosobowy. Nie przeszkadzam. Trwam na uboczu i się nie narzucam. O jakie problemy im chodzi? O to, że się przefarbowałem? A jak nie o to, to ja już nic nie rozumiem. Nie jestem chory psychicznie. Po prostu zamknięty, aspołeczny, apatyczny, obojętny. Taki … nienormalny, ale nie chory psychicznie. Psychologa nie potrzebuje, nie ważne co ten gościu wygaduje, jestem całkiem normalny i nic ze mną nie jest. Nie powinni się wtrącać. To moje życie, sam decyduje o sobie. Nikt inny nie ma na mnie wpływu. Nikt. Żaden terapeuta tego nie zmieni.
   Za listem był wydruk z moimi ocenami. Same zera. Same nie zaliczone sprawdziany. Nigdy ocenami się nie przejmowałem. A 0 to nie oceny. To tylko zera. Z resztą 1, czy 2 także nic mi nie robią. Gdybym się martwił takimi rzeczami pewnie wylądowałbym w psychiatryku jako chłopak zdruzgotany tym, że sprawdziany, do których się nie uczył, zaliczyła 1. To znaczy wcale ich nie zalicza. No to byłaby naprawdę dziwna sytuacja.
  Mój plan lekcji. Ilość nieobecności. Nie miałem żadnej obecności w tym roku. Od początku nie chodziłem do klasy. Nawet się nie trudziłem. Ciekawe co ich skłoniło do nagłego zainteresowania takimi sprawami. Bo nigdy ich to nie obchodziło. Mogłem chodzić. Mogłem nie chodzić. I skończyło się na tym, że ja mam na to wywalone, a oni nagle odkrywają mój brak zainteresowania szkołą. Ciekawe.
  Opinie nauczycieli. Nawet na to nie spojrzałem. Po co miałem patrzeć? Nie obchodzą mnie jakieś dziwne uwagi osób postronnych. To nic interesującego, bo zwykle pisze to samo.

 ,,Chłopiec nie ma kolegów. Jest odseparowany od reszty klasy. Zwykle się nie odzywa i nie robi problemów. Spokojny chłopiec. Gdyby chciał, mógłby zdobywać naprawdę wysokie noty.,,

  Zwykle właśnie coś takiego o mnie piszą. Tak dla rozrywki. Nauczycielom brak czasu na interesujące czynności. Dziwni ludzie. Szkoła ich życiem.
  Czy ten list to jakiś żart? Nudziło się im wszystkim? Tak nagle mi terapeutę załatwiają? Bezpodstawnie? Tak for fun.
  Co oni chcą tym mi zrobić? Zaburzyć mój idealny spokój? Moją bezosobowość?
   Psycholog. Czyżby moją matkę – Lalkę Barbie, gryzło sumienie? Pusta blondynka stwierdziła, że musi podbudować sobie ego i mieć ,,idealną,, rodzinę. Tylko, że coś takiego nie istnieje. Miłość nie istnieje. To idealna rodzina też nie. Taka dziwna zależność. Nigdy nikt nie będzie doskonale szczęśliwy.
  Tylko ludzie tak mają. Dążą za przyrostem hormonów szczęścia, bo do niczego innego się nie nadają.
  O co im w ogóle chodzi? Ja chcę tylko świętego spokoju.
  Dotąd było dobrze … Przynajmniej wiem jedno. Nie robi mi to większej różnicy. Po prostu to oleję. Skoro ma im to jakkolwiek pomóc to proszę bardzo, niech próbują.
  Spojrzałem ostatni raz na papiery.
  Doneo Sierra.
  Muszę zapamiętać. To tego mężczyznę będę musiał znosić.. chyba, że … zwyczajnie jego też oleję. Przecież do niczego mnie nie zmuszą.
  Prychnąłem. Nie mają takiego prawa.
  Spojrzałem bez apetytu na murzynka, tonącego w morzu czekolady. Co ci ludzie widzą w tym smaku? Czy wszystko musi być słodkie? No, żeby chociaż było słodkie, ale nie… musi być przesłodzone. Tak bardzo, że nie da się tego przełknąć, bo zaraz masz ochotę wszystko zwrócić.
  Wywaliłem ciasto do kosza. Tam jest jego miejsce. Ten niedobry kawałek czegoś powinienem zjeść? Nigdy w życiu. Niech ta durna bachorzyca –moja siostra, się tym obżera. Skoro ma aż tak zaburzone poczucie smaku i wszystko musi być aż tak słodkie.
  Stylowa idealnie szara kuchnia. Szary blat. Szare szafki. Szare wieszaki na patelnie. Stalowe  stojaki na noże. Stalowe dodatki. Wszystko stalowe, albo szare. Takie przygnębiające i jaskiniowe. Bury świat. Czemu wszystko jest szare?
  Oparłem się na dłoniach o blat. Nerwowo obracałem kolczykiem w dolnej wardze. Tylko ten jeden ruch zdradzał irytację i zdenerwowanie. Zwykle miałem na sobie maski. Powłoki, nie dopuszczające NIC do środka. Żadnych bodźców. Tak było lepiej. Bezpieczniej. Nikt nie powinien wkraczać do mojego świata, skoro musi. To niech szybko się z niego wyniesie.
  W idealnie czystej obudowie lodówki odbijała się moja postać.
   Młody, czarnowłosy Emo. Dzisiaj wyjątkowo bez soczewek. Wpatrzyłem się we własne niebieskie jak niebo, pełne bólu, goryczy, smutku, zrezygnowania oczy. Nie chciałem ich widzieć. Dlatego zaczesałem na twarz długą grzywkę. Po to, by choć trochę zakryła te dwa zwierciadła duszy, wskazujące na duże zranienie i zawiedzenie życiem. Ja wcale nie jestem zawiedziony. To tylko… wymysł.
  Nie lubię widzieć siebie. Tej zewnętrznej powłoki, która podobno jest mną.
  Czarna bluzka za łokcie z czerwonymi napisami – przekleństwa. Szare, luźne spodnie. Bose stopy. Czarna grzywka, opadająca, czy raczej zakrywająca czoło i oczy. Kolczyki w nosie, dolnej wardze, czubkach uszu, pępku. Tunele w małżowinach. Ćwieki na rękach.
  Nie na widzę patrzeć na swoje odbicie. Nie na widzę siebie. Dlaczego? Bo okazuje emocje. Bo coś mnie rusza tam, w środku. Bo czymkolwiek się przejmuję. Bo jestem tak delikatny i podatny na zranienia. Bo jestem za gruby. Bo wszyscy mnie unikają. Bo nikt mnie nie kocha.
Bo … jestem sam.
  Znowu szukam czegoś w lodówce. Zabieram jedną z sałatek. Gyros. Może dobry. Mam nadzieję. Odwijam folie i wbijam w zawartość łyżkę i wracam do salonu. Na chwilę zatrzymuję się przy kanapach. Patrzę na wydruki i na list. Nie zamierzam ukrywać tego, że wiem, ale… I tak to nikogo obchodzi, więc po co nad tym nawet myśleć?
  Czuję stopami, że panele są ciepłe. Ogrzewanie podłogowe.
  Co jest ze mną nie tak? Dlaczego sam siebie odrzucam? Czemu nie potrzebuję siebie? Sam siebie nie potrzebuję. Jestem zbędny. Tylko egzystuje. Sam dla siebie.
  Zaciskam na chwilę powieki. Na dworze jest jeszcze ciemno. Czy widać gwiazdy? Chciałbym teraz popatrzeć na te miniaturowe słońca. Chociaż przez chwilę.
  Czy ktoś mi broni?
  Nie, ale… boję się wyjść. Chcę, ale nie mogę. Mój umysł nie pozwala. Chyba znowu dopadł mnie strach przed społeczeństwem. Boję się ludzi. Czy tylko ja? Na pewno nie. Na pewno ktoś jeszcze ma podobne problemy. Musi ktoś taki być. Musi.
  Idę z miską do swojego pokoju. Do tej miniaturowej utopii, która w sumie należy do mnie, ale moje nie jest,  bo to nie ja tworzyłem to miejsce, nie miałem na nie wpływu. Choć tam mieszkam, to nic, oprócz książek i ubrań, nie należy do mnie. Czy mam związane z nią wspomnienia? Długie chwile gapienia się w przytłaczający mnie do ziemi sufit.
  Zamykam cicho drzwi. Stopy zagłębiają się w puchatym dywanie. To jest chyba jedyna rzecz, w tym miejscu, którą naprawdę lubię. Chyba. Mój kudłaty ocean.
  Siadam na nim po turecku i automatycznie zaczynam jeść. Czuję się tak, jakbym przełykał tekturę. Obrzydliwe. Nie zachęcające. Powodujące odruch wymiotny. Niedobre, ale jem. Nie chcę umrzeć z głodu. Chyba, że będę musiał. Wtedy… czemu nie? Choć rzucenie się z budynku jest szybszej o wiele krócej boli. Albo psychotropy i alkohol. Podobno po tym połączeniu czujesz się zupełnie jak na haju. Nie czujesz nic. Nic do ciebie nie dociera. Świetnie się bawisz… Tylko końcówka. Pełna cierpienia. Masakra.
  Tylko skąd wziąć aż tak silne leki?
   Nie, lepiej bym nie myślał o takich rzeczach. Przecież chcę żyć. Cenie życie, choć nie widzę sensu w moim istnieniu. Zwyczajnie tego sensu nie ma.
   A na przykład takie powieszenie się w salonie? Przynajmniej ktoś by mnie w końcu zauważył. Kit z tym, że widziałby tylko trupa. Martwe ciało. Wiszące. Powoli gnijące. Ale by się zapiszczeli. Zapamiętaliby mnie na wsze czasy i wtedy to IM potrzebny byłby psycholog. Ale… też by bolało. Co prawda także niezbyt długo, ale jednak. Bolałoby.
  Boję się bólu. Nie lubię go odczuwać. To obrzydliwe…
  Boję się ludzi, nie wiem czemu, ale tak jest. Chociaż… może to dlatego, że człowiek bez przerwy kłamie? Nie potrafi żyć w prawdzie. Jest to dla niego o wiele za trudne.
  Jak można złamać daną komuś obietnicę? Jak?!
  Zwyczajnie. Skoro ludzi ,,nie wiąże” przyrzeczenie małżeńskie, to jak zwykłe ,,obiecuję” ma kogoś upewnić w tym, że ktoś dotrzyma obietnicy?
  Nie wiem.
  Dlaczego rodzice się nawzajem zdradzają? Dlaczego?! Kit z tym, że się rozwiedli? Ale dlaczego się zdradzili?!
  Skończyłem jeść. Chwilę patrzyłem się pusto w szklaną ściankę naczynia. Pustka we mnie ciągle wzrastała. Z każdym kolejnym dniem coraz bardziej mnie pożerała. Już czekałem na moment, w którym pochłonie mnie całkowicie. Tylko na to czekam. Może przyniesie to jako takie zapomnienie.
  Wiem, nie powinno się ciągle drążyć tematów, przez które rozdrapuje się stare rany. To niezdrowe. Przecież tak sobie nie pomagam, a pogrążam się jeszcze bardziej. Rodzice mnie nie kochali, więc mnie nie obchodzą.
  Odłożyłem na bok miskę i wplotłem palce w dywan. Błękit.
  Chciałbym być częścią morza. Tak jak ono stałe. Przypływać. Odpływać. Wędrować wraz z Księżycem. Podążać za nim jak za swoim przewodnikiem.
  Chciałbym być tym, powstałym z piany. Tak jak syreny, które po niezdecydowaniu, czy zabiją księcia by się ratować zmieniały się w pianę. Zmieniały się w pianę po to, by kiedyś stać się duchem, który uleci hen wysoko. Czy takie rozwiązanie nie byłoby piękne? Dzięki temu daje się szczęście ukochanemu, samemu za niego cierpiąc swój ból, o którym on się nigdy nie dowie. Piękna, szlachetna śmierć w cieniu. Moja też by taka była. Nikt by nie zauważył. Nikt by nie zrozumiał. I tyle.
  Chciałbym ogarnąć umysłem oceany, morza, wody bezmiar, fale.
  Wszystko, byleby nie być sobą.
  Wzdycham głęboko i kładę się na dywanie. Wpatruję się w sufit tak, jakbym widział za nim niebo.
  Zdaję sobie sprawę z tego, że niedługo wstanie słońce i zaleje świat odcieniami żółci i pomarańczy.
  Wschód słońca- nowa nadzieja. Nowa nadzieja, ale nie dla mnie.
  Będę musiał olewać psychologa.
  To powinno być proste. To zupełnie tak, jakbym olewał ,,rodzinę”. Tak jak olewam cały świat.
  Doneo Sierra. Taak.
---
---

Alfa: Powstały z piany krajobrazik~*Wgapia w piękny obrazek*. Szkoda, że już koniec wakacji.
Beta: Dobra, dobra. Nie rozczulaj się tak nad sobą.
***
W tej części postu znajdują się wycięte sceny z tekstu. Jeśli ma ktoś ochotę może poczytać. Naszej grupie bardzo to poprawiało nastój. Jednakże zrozumiem, jeśli takie właśnie przerywniki zakłócają komuś odbiór tekstu. To na tyle~~ 
***  " Dlaczego rodzice się nawzajem zdradzają? Dlaczego?! Kit z tym, że się rozwiedli? Ale dlaczego się zdradzili?!"
----Rozwiązujemy problemy---
Drzewek: Bo to męskie dziwki. *Fuck logick*. Znaczy się...*Zakłopotany* tylko Aron może być męską tą, a Barbie byłoby ciężko...No, a ojczulek Willisia jeszcze się nie pojawił, no ale to nie wyklucza, że może... 
Alfa: Skończ. Nie pogrążaj się mocniej.
Beta: Drzewek... Proszę to nie odpowiednia strona na takie rozważania...
----Problemy nierozawiązane---

1 komentarz:

  1. Tak, to chyba ta łódka na puchatym morzu. I nie no kochana, on i za gruby... Dobijasz mnie mój kochany Willow noe jest gruby, ma idealną szczupłą sylwetkę, zapamiętaj. A, i jeszcze jedno miałaś rację zanim zje sałatkę minął z3 2 strony. Buźki Procesorek.

    OdpowiedzUsuń